piątek, 10 stycznia 2014

Zawieszony w czasie

Znowu ominął mnie deszcz. Mam to dziwne szczęście, że pada tylko wtedy, gdy jestem w jakimś pomieszczeniu, i wychodzę już tylko na mokre ulice. Ze słuchawkami na uszach patrzę na błyszczący się asfalt. Kiedyś przeczytałem gdzieś, że pod drzewami deszcz pada dwa razy. I tak jest właśnie w życiu - w środku zimy pada mi wtedy za kołnierz jesienny deszcz. Sprawdza się zawsze. Również w kontaktach z ludźmi.
Na samym początku jest cisza. Typowa cisza przed Burzą. Człowiek czuje gdzieś w środku, że coś już jest nie tak. Jakby w płucach nie było powietrza, tylko kosmiczna próżnia, nad którą nie potrafi zapanować. Budzi się, łudząc, że będzie to słoneczny dzień. Patrzy przez okno na ołowiane chmury i liczy, że słońce zaraz wyjdzie radośnie oznajmiając, że był to tylko żart.
Słychać już w oddali grzmoty. Nozdrza wypełnia ciężkie powietrze. Po chwili niebo zasłaniają ciężkie chmury. Człowiek próbuje uniknąć błyskawic, skacząc w tą i z powrotem. Czekając na chwilę wytchnienia. Szukając schronienia przed deszczem, biegnie przed siebie szuka suchego skrawka, przy którym będzie mógł się zatrzymać, odetchnąć i przeczekać, aż to wszystko się skończy. I kiedy tylko schowa się pod drzewo, które wydawało się jego azylem w tym czasie, okazuje się, że pod drzewem również pada. Że nie uratuje go od Burzy i dalszego uciekania.
I burza i ludzie, mają to do siebie, że nigdy nie odchodzą na pstryknięcie palcem. Burza cichnie i idzie dalej, rujnując to co spotka na swojej drodze. Człowiek może iść dalej, pamiętając tylko o przeskakiwaniu nad kałużami, unikaniu pękniętych płytek chodnikowych, pod którymi zbiera się woda. I mając w pamięci to, że powinien unikać drzew, których liście są mokre i byle podmuch wiatru może sprawić, że Człowiekowi spadnie za kołnierz deszcz. Zostaje po tym wszystkim zapalić gorzkiego papierosa, który zdaje się mówić, że był jedynym ciepłem na jakie mógł sobie pozwolić Człowiek.
Po popołudniowej Burzy chmury rozwiewają się przeganiając Burze w innym kierunku. Na oczy pada chowające się za horyzontem słońce. Miasto kąpie się w ciepłych promieniach, które rozświetlają ulice na pomarańczowo. Od kałuży odbija się słońce. Wydaje się, że jeden z mieszkańców ulicy przy otwartym balkonie zasłuchuje się w solówce Manzarka - ciche chlupnięcie - to but trafił w środek kałuży. I już to nawet nie drażni. Po całej tej Burzy na twarzy Człowieka widać zrozumienie i ten sam wzrok, którym patrzy się na małego kotka, który nabroił, lecz jest tak bezbronny i słodki, że nie można go ukarać. Niesamowity spokój, który wiąże emocje i serce. Wręcz nirwana - nie ma żadnych obrazów, które miotałyby się pod zamkniętymi powiekami. Myśli błądzą w zupełnie innej galaktyce, zawieszone w czasie, który płynie wolniej niż nasz.

Burze mają to do siebie, że potrafią w naszym świecie potrząsnąć drzewami. Potrafią też sprawić, że zmieniamy swoje podejście do Niej. Jedni starają się ich unikać, lecz to jest nieuniknione, aby kiedyś się z nią skonfrontować. Można wylegiwać się na łące, w ciepłym słońcu przy muzyce Fismoll'a, lecz ludzie dookoła nas są tak bardzo różni, że nigdy nie wiadomo, czy po pięknym poranku, ciepłym popołudniem nie poczujemy dziwnego uścisku w żołądku - taka Burza potrafi wywrócić cały świat.
W całym tym zamieszaniu, nie zauważamy, kto z otaczających nas ludzi może zachować się jak drzewo. Oszukując, że schroni nas przed deszczem - w rzeczywistości, atakując po przejściu Burzy.
Kiedy wydaje się, że nie ma już schronienia, okazuje się, że nawet Zimna Kawa potrafi ogrzać tak mocno, że Człowiek ma ochotę tylko przytulić się mocniej, i już nie puszczać. Obudzić się rano i spojrzeć, na pojedyncze chmury, które mienią się wchodzącym słońcem. Uśmiechnąć się na widok kubka, który pozostawiony wieczorem na parapecie zdaje się nie zdawać sprawy, że się obudziłem i podziwiać ten sam widok.