Rzekłbym, że sen jest dla słabych - coś w tym może być... przez ostatnie dwa lata powtarzam to na każdym kroku popijając kolejną szklankę whiskey, ewentualnie upijając łyk piwa.
Ale dopiero dzisiaj uświadomiłem sobie zupełnie inne znaczenie tego co mówiłem. I to nie dlatego, że jako młody człowiek powinienem czerpać z życia garściami - jak zawsze do tego podchodziłem. Wiem po prostu, że w śnie nie grozi mi nic złego. Jak przyśni mi się koszmar to z niewielkim bólem obudzę się rano i sięgnę po wymiętoloną paczkę papierosów leżącą na stoliku obok imitacji łóżka. Wolę jednak w moim legowisku rozciągnąć się - ewentualnie przytulić do przedstawicielki płci przeciwnej - i zasnąć z myślą, że przyśni mi się coś miłego.
To jest strasznie drażniące, gdy z każdym kolejnym dniem uświadamiam sobie jak bardzo nie lubię "FB", jak nie cierpię gdy ktoś w moim towarzystwie przegląda "Twittera". Czuję się się wtedy jakbym próbował robić krok do przodu - wyprzedzić to wszystko... z rozpaczą patrząc jak samemu ugrzęzłem codziennie wchodząc na niebiesko-biały portal społecznościowy. Może naprawdę przy kolejnym przypływie gotówki zakupię sobie maszynę do pisania, a laptopa schowam gdzieś pod ubrania i będę starał się o nim zapomnieć? Bawi mnie po trochu ta hipokryzja, chyba za bardzo lubię się też dzielić własnymi przemyśleniami - jak na tym cholernym blogu!?
Całkiem niedawno, ktoś mi przypomniał jak niegdyś byłem pełen romantyzmu. Zawsze mi to imponowało - w literaturze nie cierpiałem pozytywizmu: "Ciężka praca wyzwoli Nasz piękny kraj" - Gówno prawda! Po dwustu latach jedyne co się zmieniło, to to, że zamiast walczyć z zaborcami zwalczamy samych siebie. Kapitaliści w stylu pozytywistów - wyścigiem szczurów. Romantycy natomiast zamiast chwytać za szablę i karabin - łapią za kastety, maczety i szaliki swojej ukochanej drużyny.
W liceum imponowali mi romantycy z XVIIIw. - gotowi w każdej chwili zginąć lub napisać wiersz dla swojej ukochanej. Lecz dopiero niedawno myśląc nad odpowiedzią pomyślałem, że nie jestem już cholernym romantykiem, odszedłem też chyba od zarzucanego mi dekadentyzmu... po prostu we mnie są ogromne pokłady niespełnionego romantyzmu - którego nie mam komu przelać... przelewam więc butelkę, a romantyzm na papier.
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
czwartek, 8 sierpnia 2013
Jak ten czas leci - a autobus życia jedzie dalej i na nikogo nie czeka...
Leci i leci... i na nikogo nie czeka. Jak pociąg w znanej piosence.
Na sam początek krótkie wytłumaczenie dlaczego nie pisałem - rzecz jasna, jako grafomana i miłośnika wylewania myśli poprzez litery mnie to nie powinno tłumaczyć, ale spróbuję podjąć chociaż próbę:
"Zostałem przygnieciony sprawami życia codziennego" - tak samo tłumaczę to znajomym, którzy do mnie dzwonią z pytaniem czy w ogóle jeszcze żyję - żyję, lecz oglądanie telewizji informacyjnej, granie w szachy przez internet i nauka na studia kosztuje zdecydowanie za dużo czasu.
Powiem szczerze - wiem co się dzieje w Polsce i na świecie, lecz jakiś czas temu zrozumiałem jak bardzo męczące jest bycie na bieżąco z każdą informacją z każdym chędożonym szczegółem.
Czy Snowden znajdzie azyl czy nie znajdzie, czy Rosja (czyli jakby na to nie patrzeć - Putin) przyjmie go czy nie. Jak zareaguje Obama, czy szczyt we wrześniu USA-Rosja się odbędzie czy nie... ja pierdziele. Jakbym naprawdę nie miał nic lepszego do roboty tylko sprawdzanie takich informacji.
Obliczyłem, że dziennie - aby spełnić takie wymogi jakie na siebie narzuciłem - spędzałem nad sprawdzaniem i czytaniem tylko takich informacji lekko około półtora godziny.
Życie jest chyba za krótkie aby ciągle sprawdzać czy znajdą zwłoki 14-latka który utopił się w Warcie (dzisiaj znaleźli). Takie życie jest zdecydowanie ponad moje siły - oczywiście wciąż interesuje się pewnymi tematami - w dużej mierze problemy społeczne typu multi-kulti. Teraz jednak zagłębiam się w odmęty muzyki.
Żartobliwie można byłoby rzecz, że działam na zlecenie tajnych służb i sprawdzam informacje o moich znajomych na fb. Ale nie jest to do końca prawda - sami mi je podrzucają.
Usłyszałem ostatnio, że kiedyś ten świat był zupełnie inny - nie prawda. Świat jest wciąż taki sami. Zasady gry się nie zmieniają - tylko gracze przychodzą i odchodzą.
Czasami człowiek próbuje stanąć na parę chwil w miejscu i odetchnąć - ale autobus życia jedzie dalej i na nas nie czeka. Wyraźnie ma nas w d...
Także podsumowując - jaki zgrabny akapit mi wyszedł. Szkoła ma jednak swoje zalety - nauczyła mnie kończyć własne monologi. Wracając do tematu: Wrócę do tego bloga - niekiedy już tylko komentując tak naprawdę problemy związane stricte z polityką, myślę bardziej nad relaksacyjnym pisaniem... cóż - pisanie mnie po prostu uspokaja.
Na sam początek krótkie wytłumaczenie dlaczego nie pisałem - rzecz jasna, jako grafomana i miłośnika wylewania myśli poprzez litery mnie to nie powinno tłumaczyć, ale spróbuję podjąć chociaż próbę:
"Zostałem przygnieciony sprawami życia codziennego" - tak samo tłumaczę to znajomym, którzy do mnie dzwonią z pytaniem czy w ogóle jeszcze żyję - żyję, lecz oglądanie telewizji informacyjnej, granie w szachy przez internet i nauka na studia kosztuje zdecydowanie za dużo czasu.
Powiem szczerze - wiem co się dzieje w Polsce i na świecie, lecz jakiś czas temu zrozumiałem jak bardzo męczące jest bycie na bieżąco z każdą informacją z każdym chędożonym szczegółem.
Czy Snowden znajdzie azyl czy nie znajdzie, czy Rosja (czyli jakby na to nie patrzeć - Putin) przyjmie go czy nie. Jak zareaguje Obama, czy szczyt we wrześniu USA-Rosja się odbędzie czy nie... ja pierdziele. Jakbym naprawdę nie miał nic lepszego do roboty tylko sprawdzanie takich informacji.
Obliczyłem, że dziennie - aby spełnić takie wymogi jakie na siebie narzuciłem - spędzałem nad sprawdzaniem i czytaniem tylko takich informacji lekko około półtora godziny.
Życie jest chyba za krótkie aby ciągle sprawdzać czy znajdą zwłoki 14-latka który utopił się w Warcie (dzisiaj znaleźli). Takie życie jest zdecydowanie ponad moje siły - oczywiście wciąż interesuje się pewnymi tematami - w dużej mierze problemy społeczne typu multi-kulti. Teraz jednak zagłębiam się w odmęty muzyki.
Żartobliwie można byłoby rzecz, że działam na zlecenie tajnych służb i sprawdzam informacje o moich znajomych na fb. Ale nie jest to do końca prawda - sami mi je podrzucają.
Usłyszałem ostatnio, że kiedyś ten świat był zupełnie inny - nie prawda. Świat jest wciąż taki sami. Zasady gry się nie zmieniają - tylko gracze przychodzą i odchodzą.
Czasami człowiek próbuje stanąć na parę chwil w miejscu i odetchnąć - ale autobus życia jedzie dalej i na nas nie czeka. Wyraźnie ma nas w d...
Także podsumowując - jaki zgrabny akapit mi wyszedł. Szkoła ma jednak swoje zalety - nauczyła mnie kończyć własne monologi. Wracając do tematu: Wrócę do tego bloga - niekiedy już tylko komentując tak naprawdę problemy związane stricte z polityką, myślę bardziej nad relaksacyjnym pisaniem... cóż - pisanie mnie po prostu uspokaja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)