W życiu każdego faceta pojawia się
dziewczyna, która przybywa znikąd. Może być rónie krótko co
mrugnięcie okiem, a jednocześnie tak wyrazista co burza w środku
nocy. Wywraca życie do góry nogami, po czym znika. I mogłoby to
zupełnie nikogo nie dziwić, gdyby nie fakt, że pozostaje w pamięci
i nie chce jej opuścić. Rozważają po nocach jak mogliby zachować
się inaczej, postąpić w inny sposób. Chociażby byli
najszczęśliwszymi mężczyznami pod słońcem - spełnionymi pod
każdym względem, zawahaliby się - a może nawet i bez
zastanowienia, rzucili całe swoje doczesne życie - dla tej...
nazwijmy ją dla ułatwienia "Pani Jeziora".
Tak już chyba zostało nam wpojone -
abyśmy do samego końca poszukiwali romantycznej i wyidealizowanej
miłości - ryzykując zdychanie w samotności, albo topienie się w
morzu cipek. Przerażeni perspektywą, że na samym końcu i tak nie
odnajdą bawiącej się z nami w chowanego "Pani Jeziora".
Idea ciepłej kawy z rana, nawet w popękanym kubku, w towarzystwie
dziewczyny w roztrzepanych włosach i męskiej koszuli – która
pojawia się w życiu aby uchronić faceta przed samotną
przyszłością oraz nim samym - jest cholernie kusząca.
Chyba tak to działa - że próbujemy
być lepszymi ludźmi ostatecznie spierdalając wszystko dookoła.
Najważniejsze jest aby się nie załamać patrząc na płonący Rzym
i odpalając kolejnego papierosa od żarzącego się Koloseum i ułożyć
kolejny plan. Który może nie wypalić, który może po raz kolejny
wszystko spierdolić - ale będąc przypartym do muru, nie pozostaje
już nic innego jak odpychać się od niego plecami mając tylko
nadzieję, i brak zapewnienia, że Pani Jeziora jest dokładnie taka
jak sobie ją wyobrażamy - że nie złapie Nas za rękę i nie
poprowadzi w głąb jeziora - na samo dno.
Może właśnie o to chodzi w życiu -
które przecież do samego końca jest jedną wielką niewiadomą, że
bez względu na to jak daleko mierzymy i dokąd zmierzamy przed nami
zawsze jest niewiadoma i nigdy nie będziemy wiedzieli co nas czeka
za zakrętem.