czwartek, 15 września 2016

TOP 10 gier przeglądarkowych

Pisałem licencjaty, magistry, uczyłem się pilnie czytałem książki i jeszcze wiele różnych ciekawych rzeczy robiłem na komputerze. Grałem też w różne gry: pamiętam pierwszego Harrego Pottera próbującego nauczyć się nowych zaklęć, Age Of Empire z kultowym już Wolololo, zdobywałem Omaha Beach z Medal Of Honor i Assasins Creedy. Ale co jeżeli płytki już nudziły? Albo nie miałem tak dużo czasu aby rozegrać jeden mecz w FIFA 2004? Wtedy włączało się stronę przeglądarkową i szukało gier "na chwilę". Kończąc więc już wstęp - dzisiaj więc będzie trochę luźniej. Otóż chciałbym Wam zaprezentować mój subiektywny ranking najlepszych gier on-line w jakie miałem przyjemność grać.

10. Bubble Truble
Jedna z najstarszych gier jakie pamiętam. Z możliwością gry w dwie osoby co skrzętnie wykorzystywałem pokonując kolejne poziomy z siostrą. Gra jest całkiem prosta, poruszamy się w lewo i w prawo z możliwością wystrzelenia liny do góry. Na mapie od samego początku pojawiają się piłeczki, które za pomocą tej liny niszczymy, te rozpadają się zawsze na dwie części na coraz mniejsze i mniejsze piłeczki, gdy plansza zostanie wyczyszczona przechodzimy dalej. A no, i te piłeczki nie mogą nas dotknąć.


9. Najtrudniejsza gra świata
Perfekcyjnie pokazane, jak za pomocą niewielkich możliwości można stworzyć świetną i grywalną grę. Za każde dotknięcie czegokolwiek innego niż ściana - giniemy, a trzeba dojść z jednego zielonego pola na drugie. Niekiedy trzeba jeszcze zahaczyć o kluczyk dla utrudnienia. Nie potrzeba wcale przy tej grze niesamowitej zręczności - ponieważ wystarczy Nam umiejętne analizowanie tego co się dzieje. Cała seria tych gier ma na prawdę masę kolejnych poziomów, a jeżeli dodamy do tego, że jest to na serio trudna gra - prawdopodobnie nigdy jej nie ukończycie.


8. Sky Serpents
Sama gra jest na prawdę prosta. Jesteśmy Zabójcą Smoków i z każdym kolejnym poziomem mierzymy się z coraz to nowym smokiem. Te robią wygibasy pod kątem 90', niektóre maja kolce inne plują ogniem etc. Gra jest na prawdę satysfakcjonują. I tutaj nie potrzeba niesamowitej zręczności tylko logiczne przemyślenie zachowania smoków. Dodatkowo myślę, że trzeba tutaj wyróżnić kuźnię, która odpowiada za tą grę: Nitrome. Wszystkie ich gry mają specyficzną i od razu rozpoznawalną "kreskę", większość gier polega na wykorzystaniu mózgu. Odpowiadają za takie perełki jak Double Edge (dla dwóch osób z "friendly fire"), Subject Arena, Swindler czy epickie Final Ninja Hero.


7. Flood Runner 2
Niezwykle prosta gra od kolejnego świetnego studia Miniclip. Jeden przycisk który polega do skakania, podwójnego skoku oraz latania. Biegniemy jak najdalej aby uciec przed lawą. Co tutaj dużo pisać - Miniclip to jest chyba pierwsza platforma z grami, którą odkryłem po tym gdy tylko do mojego domu podłączono internet ze stałym łączem. A w tej grze biłem rekordy i byłem w pierwszej piątce najlepszych graczy na świecie - cóż rzec. Prosty zabijacz czasu.


6. Wojny cywilizacji
Nigdy nie przepadałem za grami Tower Defence, ale z gier strategicznych zawsze uwielbiałem Wojny Komórek albo inne Zajmij Planetę. Pod tym względem wyróżnia się Wojna Cywilizacji, która jest typową grą tego typu. Na początek wybieramy jedną z trzech starożytnych nacji: Egipcjanie, Rzymianie oraz Chińczycy. Jedni są agresywni, drudzy defensywni a trzeci wypośrodkowani. Gra z bardzo ładną oprawą graficzną, bardzo przyjemną ścieżką dźwiękową, która nadaje tej grze żartobliwy klimacik, kilka poziomów trudności i całkiem długą kampanię. Ma wszystkie te cechy, które potrzebuje dobra gra.


5. Think Think Arena 1 i 2
Chyba jedna z pierwszych gier w jakie się zagrywałem za małolata. Wówczas była dla mnie to gra niezwykle brutalna i w sumie dalej taka jest, ponieważ jej specyficzna kreska i klimat nie zestarzał się ani trochę. Gra jest stricte zręcznościowa i polega na tym aby za pomocą WSADa i myszki pokonywać kolejne fale przeciwników, którzy chcą nas zabić. Co ciekawe, w tej grze potrzebna jest nam amunicja, a jeżeli jej braknie, to bez problemu możemy zabrać broń pokonanemu przeciwnikowi, a rodzajów broni jest tutaj na prawdę sporo.


4. Achtung Die Kurve
Gra tylko w wersji dla kilku osób przed jednym komputerem (druga część jest już multiplayer). Jeżeli oglądaliście film TRON, to ta gra właśnie polega na tego typu wyścigu na zamkniętej planszy. Po alkoholu wszystkie chwyty dozwolone, przecinanie dróg, wciskanie się w najwęższe szczeliny, farcenie i dogadywanie się aby pokonać najsilniejszego z Was. Sprawdza się na wszystkich wyczerpanych posiadówkach.



3. The Last Stand - Union City
Jedyna dobra gra survivalowa w jaką grałem we flashu. Gra polega na penetracji kolejnych domów, wykonywaniu misji, jedzeniu, spaniu i próbie odnalezienia rodziny w mieście opanowanym przez zombie. Gra niekiedy straszy i wymaga pogłówkowania chociaż nie ma co ukrywać, że trzeba posiadać minimalne zdolności manualne. Niezwykły klimacik, możliwość personalizacji statystyk oraz wyglądu (z ograniczeniem do tego co znaleźliśmy) no i gra jest na kilka ładnych godzin. Wszystkie gry które znajdują się na podium zasługują na pierwsze miejsce, a to jest gra do której twórcy (Armor Games, też odpowiada za kilka świetnych gier) przyłożyli się w trakcie produkcji.


2. Sen Iluzjonisty
Co za Piękna gra. Nie mam na to innych słów - gra nie jest trudna, ale niezwykle klimatyczna. W gruncie rzeczy nigdy się już nie spotkałem w życiu z tak niesamowicie opowiedzianą (smutną historią). Iluzjonista w ezoterycznym świecie próbuje odnaleźć swoją zmarłą ukochaną. Gra polega w gruncie rzeczy tylko na główkowaniu, chociaż pojawiają się miejsca gdzie trzeba trochę poskakać - gra jednak nie karze Nas za błędy i wracamy do ostatniego checkpointa, który zawsze jest niedaleko.
W grze pojawiają się zwierzątka takie jak królik, żaba, lis, motylek czy norka - występuje też podstawowy łańcuch pokarmowy, gdzie zwierzęta nawzajem się eliminują gdy są w pobliżu siebie. Iluzjonista natomiast może do dowolnego zwierzątka podejść, wrzucić go do kapelusza i zamienić się w owe zwierzątko, w celu przelecenia nad kraterem czy łatwego przeciśnięcia się przez szczelinę.
Jeszcze raz, piękna i smutna gra - którą szczerze polecam.


1. Piłka Nożna Głowami
Serię gier sportów "głowami" znam na wylot, wszystkie hokeje na lodzie, siatkówki, koszykówki czy inne tenisy (swoją drogą Tenis Głowami rozpoczął tą serie od MouseBreaker). Gra jest dostępna zarówno w wersji dla jednego gracza jak i dla dwóch osób które chcą zmierzyć swoje siły. Gra bardzo zabawna opierająca się jedynie na zręczności. Seria Piłki Nożnej Głowami jest ogromna i zaczynając od "Legend", gdzie możemy się wcielić w Cantone, Pele bądź Zizu mamy też ligę angielską z ostatniego sezonu, mistrzostwa świata oraz euro. Stadiony świata, gwiazdy na boisku, piękne bramki strzelone kauczukową piłką, kontuzje oraz strzały z wyskoku - czego chcieć więcej?
Gra wciąga, a jeżeli znajdziecie drugą osobę - to można spędzić nad tą grą cały wieczór - a śmiechom nie było końca.


poniedziałek, 12 września 2016

Z perspektywy.

Minęło już 15 lat.
Nie pamiętam już wtedy nawet swojej reakcji - pamiętam tylko przerażony świat. Jakie to mogło mieć znaczenia dla wówczas 8-letniego gówniarza, że jakiś samolot na drugim końca świata walnął w wieże? Nie wyglądało to nawet tak dobrze jak w jakimś filmie - wówczas chyba bardziej mnie poruszył nowy film z uniwersum "Planety Małp" z Markiem Wahlbergiem. Wtedy mi się nawet podobał, dzisiaj podchodzę raczej z dystansem do tego paździerza. Teraz z perspektywy czasu mnie wciąż nie rusza ten ani żaden kolejny zamach w Lonynach czy Madrytach - nie wiem czy to brak jakiejś empatii czy może poczucie, że dzieje się to gdzieś daleko od rodzinnego domu.
Pewnie, że ta seria zamachów miała wpływ na kształtowanie się dalszych losów świata i świadomości społeczeństwa. Jak wcześniej można było mówić o cichej wojnie pomiędzy "cywilizacją zachodu" a "światem arabskim", tak wydaje mi się, że od początku XXI wieku można śmiało mówić o wojnie pomiędzy naszymi cywilizacjami. Pomijam już tutaj pewne kwestie poczucia bezpieczeństwa.
Przez te 15 lat człowiek dorósł - powiadają, że mądrość przychodzi z wiekiem. Im staję się starszy tym bardziej sobie uświadamiam, że wiek przychodzi sam. Straciłem kilka istotnych życzeń podczas zdmuchiwania świeczek - i  teraz mogę sobie tylko pluć w brodę, że zmarnowałem je na "chęć szybszego dorośnięcia". Szczerze mówiąc, bycie dorosłym ssie, a co gorsza jeszcze nikt za to nam nie płaci.

Kiedy byliśmy młodzi mieliśmy czas i chęci - brakowało Nam tylko pieniędzy aby spełniać swoje zachcianki. Może to i nawet dobrze? Wydaje mi się, że i tak wszystko byśmy przepierniczyli na paczki chipsów w szkolnym sklepiku, ewentualnie w dziale z zabawkami w najbliższym supermarkecie wielkopowierzchniowym. Uważam, że moje pokolenie, które z radością obwieszcza wszystkim, że zdzierało sobie kolana na drzewach i robiło fikołki na trzepaku (który jednocześnie był tajną bazą, statkiem kosmicznym oraz bezludną wyspą otoczoną przez morze lawy), wcale nie było lepsze pod jakimkolwiek względem od dzisiejszej "młodzieży". Nie mieliśmy internetu - więc ku naszemu szczęściu nikt nie wrzucał bzdurnych filmików na youtuba, gdzie popisujemy się przed resztą klasy robiąc jakieś idiotyzmy. Jedyne co nas odróżnia to to, że zamiast plakatów z Lewandowskim, trzymaliśmy na ścianie Orły Engela i kciuki trzymaliśmy za Olisadebe.
Człowiek dorastał i już zapomniał o dwóch samolotach, które uderzyły w WTC. Zatarły się wspomnienia po przegranej 4-0 z Portugalią w grupie, zmarł jeden papież, a na jego miejsce wybrano kolejnego: o zgrozo - Niemca. Polska weszła do Unii Europejskiej, wychodziły kolejne książki z serii Harrego Pottera, a plakaty piłkarzy powymienialiśmy na seksowne dziewczyny ponętnie patrzące ze ścian. Zamiast łapać piłkę na boisku zaczęliśmy marzyć aby złapać za młode jędrne cycki Zosi z równoległej klasy, o której marzyło pół szkoły.
Wciąż mieliśmy czas, który ograniczany był tylko przez plan lekcji i zadania domowe, mieliśmy chęci i energię do przenoszenia gór - lecz brakowało w tym wszystkim bodźca, który sprawiłby, że sami odkrylibyśmy ścieżkę, którą chcielibyśmy podążać.

Minęło ćwierć wieku życia, 15 lat od pamiętnych wydarzeń, a największa różnica polega na tym, że świat przyspieszył.
Monitory "schudły", tracą tzw. dupę, telefony również się zmniejszyły (chociaż ekran zrobił się większy), gry mają lepszą grafikę - chociaż kwestie trudności i długości gier zostały dostosowane do zmniejszającej się średniej IQ społeczeństwa.
Nikt tak na prawdę nie wie, co chce ze sobą robić w Nowym Lepszym Świecie, ludzie bez pasji oraz zainteresowań marzą jedynie o tym, aby się upalić, zagrać, wypić i poruchać - jasne, brzmi jak niezły plan... ale czy na resztę życia? Czy mój problem polega na tym, że mam niewiele większe ambicje? Tylko co z tego jeżeli swój plan ograniczam nie do tego co chcę robić, tylko odpycham się od tego czego NIE chcę robić.

Nie mógłbym paradować w mundurze - nie potrafiłbym bez cienia refleksji wykonywać czyiś planów. Nie mógłbym być robotnikiem, nie boję się pracy fizycznej i nie raz miałem bród pod paznokciami, to jednak poniżej moich średnio-wygórowanych ambicji. Nie mógłbym być górnikiem i siedzieć godzinami ze schylonym grzbietem w ciemnościach. Nie mógłbym być elektrykiem, chociaż interesowało mnie zawsze skąd się bierze prąd w pieprzonej żarówce to zostałem przez niego kilka razy brzydko potraktowany i powiedzmy, że mam małą awersję. Nie chciałbym być również urzędnikiem - chyba bym się bał, że ten krawat mnie kiedyś udusi. Pewnie nie odnalazłbym się jeszcze w kilku zawodach uznawanych za pożyteczne przez społeczeństwo - czy to oznacza, że jestem pasożytem?
Nie oglądam telewizji, nie czytam gazet. Mecze mnie nie łechcą i nie jestem fanem warszawskiej Legii. Interesują mnie książki, które odrywają mnie od rzeczywistości, może kiedyś zwiedzę pół świata. Lubię pić wino, a najlepiej popijając kolejny kieliszek - pisać. Chociaż niekiedy talentu braknie - nie poddaję się. Wydaje mi się, że to całkiem sporo, chociaż potencjalny pracodawca byłby raczej zażenowany moim CV. Ale cóż można poradzić, jeżeli ja też jestem zażenowany Rzeczywistością. Rozczarowany tym co zobaczyłem, gdy bańka mydlana pękła, a dookoła nie rozszedł się zapach miłego w obcowaniu mydła - tylko gówna.
Dlatego sam wolę sobie wyobrażać co się dzieje poza moim balkonem, aniżeli doświadczać Rzeczywistość i ponownie się rozczarowywać. Rzeczywistość nigdy nie dorówna wyobrażeniom - i może stąd ten zawód. Muszę jednak konfrontować oba światy, aby zebrać doświadczenie, rozczarować się i obudować je wyobrażeniami. Jak to kiedyś napisał Ł. Gołębiecki - bez doświadczeń literatura jest za mało epicka, bez wyobrażeń za mało liryczna.

Świat się zmienił przez te 15 lat. Autobus życia jedzie dalej i nie będzie na nikogo czekał. Albo zostajesz z tyłu albo siedzisz w wagonie. Nie istnieje w tym przypadku żaden "złoty środek". Ja też się zmieniłem, i chociaż jestem pewien, że to były dobre zmiany - to czasami zastanawiam się czy nie zgubiłem czegoś po drodze.

Nie wiem, na przykład czegoś tak trywialnego jak...  uśmiechu.