Dzisiaj nad szklanką whiskey przypomniała mi się pewna smutna historia....
Jest to historia pewnej Pani, która najlepsze lata miała już za sobą - na swoich przygarbionych plecach targała już grubo ponad 80 lat historii. Za każdym razem jak się uśmiechała widać było zmarszczki, a jej oczy pokazywały, że choć nie pamięta co było tydzień temu - świetnie potrafiła mi opowiedzieć historię z lat 40' ubiegłego wieku.
Ta Pani była moją sąsiadką. Codziennie rano, idąc jeszcze do szkoły, spotykałem ją idącą do klepu, aby kupić chleb za pieniądze, których nie miała. Zbierała suchy chleb wywieszony obok śmietników, ubrania, których ludzie nie wyrzucali do kremowych kontenerów i wczorajsze gazety - zdecydowanie ciężko jej było przeżyć. A przecież kiedyś nie miała zmarszczek, mogła być najpiękniejszą dziewczyną w okolicy, a jej oczy były zainteresowane tym co ją czeka dnia następnego.
Zabawne jest to, że choć nikt nie znał jej imienia - najbardziej interesowali się nią politycy z Wiejskiej - którzy przywoływali jej smutną historię przy prawie każdym wyjściu na mównicę, obiecując jej za każdym razem coraz niższe podatki i wyższą emeryturę - wszystkiego wysłuchiwała z zainteresowaniem choć i tak wiedziała, że to nic nie zmieni. Wyłączała telewizor by wraz z radiem pośpiewać stare, dobre utwory, których my nawet nie pamiętamy.
Bardzo lubiłem tą, Panią - niektóre jej anegdotki wywoływały mój uśmiech, inne dreszcze. Zawsze pytała mnie, wracającego ze szkoły, jak mi minęły lekcje. I choć w mojej ocenie była traktowana jak Hiob - zawsze obiecywała modlić się za moją przyszłość. Obiecywała to sprzątając w swoim małym ogródku - ciekawe, że jak na swój wiek, by czerstwa i bardziej aktywna niż ludzie tuż przed pięćdziesiątką.
Ta historia jest dość krótka, choć powinna być zdecydowanie dłuższa, aż szkoda, że nie zapytałem jej o połowę rzeczy o jakie zapytałbym dzisiaj - kończy wraz jej śmiercią... jejku... jak dawną. Nie pamiętam imienia tej Pani, ani za dobrze nawet nie jestem w stanie sobie przypomnieć jej twarzy... pamiętam tylko, że na jej ogródku rosły najpiękniejsze na świecie czerwone różyczki. Pamiętam też, że ostatni raz zobaczyłem ją na początku roku szkolnego... szóstego lub piątego.
Zabawne, jak ludzie szybko zapominają osoby, które z jednej strony były tylko epizodyczne, a z drugiej po tak długim czasie skłaniają do refleksji i sprawiają, że cały wieczór nie można myśleć o niczym innym.
sobota, 21 września 2013
sobota, 14 września 2013
Bez celu, życie nie jest warte przeżycia - bez mrzonek życia codziennego, życie ucieka Nam między palcami.
Fakt nr.1
"Nigdy nie odetniemy się od przeszłości - jest tym co nas stworzyło"
Wszystko co piszę opieram na tym co mnie otacza i co widzę - a później to wyolbrzymiam i dopisuje inne sytuacje, które się mi z tym kojarzą - i tak powstają nowe teksty. Zaczynam zwykle już od rana, zawsze przygotowany mam długopis i kartkę - niekiedy noszę ten zestaw przy sobie - miło sobie czasami wyobrazić, że jest się pisarzem, albo kronikarzem historii, które przeżywamy wraz z paczką znajomych.
Budzę się rano - słyszę dziwny hałas za oknem. Ja pierdzielę... jakby ktoś odśnieżał na początku września. Nie dadzą człowiekowi z rana pospać. Jeżeli jest wrzesień i człowiek nie idzie do szkoły, to znaczy, że obibok, że wagarowicz, że do niczego nie dojdzie i skończy jak pan Mietek spod "Żabki". Nie mogłem sobie wymarzyć lepszej pobudki. Tylko od rana palnąć sobie prosto w skroń.
Człowiek rano wstaje i idzie do łazienki - patrzy na swoją twarz i zastanawia się jakim cudem sumienie pozwala mu się pokazywać w tłumie. Patrzę w zmęczone oczy i zaczynam się zastanawiać, czy przypadkiem po raz kolejny nie przeżywam własnego "Dnia Świra".
Po dłuższym zastanawianiu nad sensem życia, nad tym jak zapanować nad głodem na świecie, oraz jak uszczęśliwić małe chińskie dzieci, można zejść z toalety i zacząć całkowicie normalne życie. Czyli zjedzenie śniadania, ubranie się, spojrzenie czy są gwiazdy - jak są, to znaczy, że w nocy nie będzie padać i można pobiegać w ramach prowadzenia zdrowego trybu życia.
Fakt nr.2
"Smutek nie łączy się ze smutkiem"
Dawno temu zasłyszany tekst, a tak prawdziwy - jakiś czas temu szedłem z moim dobrym znajomym przez miasto o 1 w nocy i usłyszałem od niego pytanie: "Czy jesteś smutny?" - powiem szczerze, że mnie zamurowało - szczególnie, że byłem dopiero co po seansie domowego kina prosto z laptopa "Wszystkie Odloty Cheyenne'a". Szczerze, nie pamiętam co wtedy odpowiedziałem - pamiętam to pytanie i jak dodał, że według ostatnich badań, co piąte polskie dziecko jest smutne.
Tak naprawdę przerażające w tym wszystkim jest to, że ludzie nawet jeżeli są smutni - boją się to pokazać. Mógłbym teraz napisać całą tyradę na temat zakładania masek - tylko po to aby nie pokazać słabości. Niby jesteśmy cywilizowanym społeczeństwem, a ludzie wciąż czują się jak w miejskiej dżungli, bojąc się pokazać, że mogą być najsłabszym osobnikiem w stadzie na korytarzu. Myślę, że tak naprawdę to jest cała podstawa - ludzie byliby o wiele mniej smutni, gdyby mieli z kim się tym podzielić.
Fakt nr.3
"Wszyscy nosimy maski - udając, że jesteśmy kimś innym"
Ostatnim czasy usłyszałem kilka komplementów. Brzmi to strasznie narcystycznie, że jestem ostatnim analogowym facetem. Ale ten jeden z nich sprawił, że choć uśmiechnąłem się do Niej (gdyż to Ona powiedziała mi o tym fakcie - dla ułatwienia pisania nazwijmy ją A.S.) W rzeczywistości wcale się nie uśmiechnąłem tylko zacząłem zastanawiać. Prawda jest taka, że owe "intensywne życie" jakie prowadzę jest cholernie satysfakcjonujące - ale tylko wtedy kiedy coś się dzieje. Wieczorne zabawy, flirty i żarty, poranna kawa pobudzająca mnie do życia niczym woda na środku Sahary.
Właściwie to cholernie lubię poranną kawę - niekiedy wydaje się strasznie mistyczna. 40-letni mężczyzna pod krawatem wchodzi do kuchni, gdzie siedzi dwójka bachorów i żona. Mężczyzna siada i pije kawę uśmiechając się do cholernie kochającej rodziny.
Pijąc kawę włączam laptopa, poranny przegląd e-prasy (nowy termin, oznaczający próbę dowiedzenia się, czy świat przypadkiem się nie skończył w ciągu nocy, tylko ja o tym jeszcze nie wiem, bo nie wyjrzałem przez okno). Facebook - czyli pokazanie ludziom, że jestem członkiem Waszego społeczeństwa. Do cholery! To jest chore! Dzisiaj, kiedy spotkałem się z S.K. opowiedział mi takie historie, że po raz kolejny powiedziałem, że dożyliśmy tak smutnych czasów, że...
Fakt nr.4
"Istnienie na portalach społecznościowych jest wyznacznikiem naszego bytu"
Jak poprzednie pokolenia zostawiały za sobą listy, książki, poezję - tak nasze pozostawi za sobą gigabajty internetu. I to jest naprawdę przerażające. Byli romantycy, pozytywiści, dekadenci, pokolenie Kolumbów - a Nasze? Pokolenie @ - osobiście tak to nazywam. Czyli istoty ukrywające się pod pseudonimami w internecie, aby coś napisać, wyżalić się, udawać kreatorów mody, lub po prostu komuś dowalić - za to, że jest.
Poznałem też niedawno pewną osobę - próbowała mi udowodnić jakie życie kiedyś było świetne, że my cholerne Pokolenie @, urodziliśmy się zbyt późno - nie mieliśmy szczęścia usłyszeć Dżem w radio, zagrać na Amidze lub po prostu zrozumieć czym była miłość w latach 90' - a przez to wszyscy przegapiliśmy to co nadawało życiu sens i prawdziwy smak.
Wiecie co jest przerażające? Że prawie mu uwierzyłem. I tak się znalazłem tutaj - czując, że tak naprawdę bez znaczenia jest to czy urodziłem się na początku lat 80' czy 90' - wszyscy jesteśmy tak zdesperowani, że szukamy nowych doświadczeń - zupełnie przypadkiem wpadamy na siebie, a mając odrobinę szczęścia - zakochujemy - bądź zupełnie bez niczego pieprzymy się ze sobą - licząc na to, że na samym końcu będziemy mieli Happy End.
Prawda jest taka, że z samego rana - po zrobieniu kawy w dwóch kubkach - z przyzwyczajenia siadam przed laptopem, próbując coś naskrobać. Prawie żadna dziewczyna nie lubi porannego seksu - nie wiem czy to przez wgląd na senność, poranną burzę włosów (która, według mnie wygląda niesamowicie), a może porannego kapcia w ustach. Wtedy upijając kolejny łyk kawy spoglądam na przeciągającą się A.S. i uśmiechającą się do mnie - czy może być coś bardziej niesamowitego niż obudzenie dziewczyny zapachem kawy?
Fakt nr.5
"Prawie, nie oznacza, że KAŻDA"
Podnoszę kąciki ust w uśmiechu i wskakuję do wygrzanego łóżka. Czy może być coś bardziej niesamowitego, niż poznanie kogoś, kto jako swój cel ustawił sobie po prostu nie być smutnym? Dopiero wtedy rozumiałem co oznacza, że "smutek nie łączy się ze smutkiem". Nie jest to dzielenie się faktami, zakładanie nowych masek, opisywanie swoich przemyśleń na blogach czy facebookach, nie jest to taplanie się w swojej przeszłości. Możecie powiedzieć, że jestem marzycielem, ale myślę, że tak na prawdę chodzi o to, że radość jednej osoby powoduje, iż druga nie potrafi być po prostu smutna. I choć z początku stara się bronić - w końcu i tak ulegnie.
poniedziałek, 9 września 2013
Dobry wieczór Szczecin,
Ciekawe jak człowiek powinien się witać w środku nocy - z jednej strony "Dzień Dobry" nie pasuje, "Dobry Wieczór" jakby na to nie patrzeć też nie - ani to dzień, ani wieczór, a "Dobranoc" wykorzystywane jest raczej na pożegnanie - trzeba by zapytać docenta Miodka - On na pewno by wiedział i coś na ten temat ciekawego powiedział - brakuje mi trochę jego programu w telewizji, która zaczyna być coraz bardziej ogłupiająca, aniżeli poszerzająca horyzonty.
Chociaż graniczny punkt jest coraz bliżej, czuję że nic nie robię aby go nie przekraczać - to jest naprawdę z jednej strony bolesne, z drugiej czuję, swego rodzaju, zachłyśnięcie życiową adrenaliną - której, chyba, jak każdy człowiek potrzebuję.
Usłyszałem dzisiaj zaskakujące stwierdzenie, które brzmiało mniej więcej tak: "to jak tworzenie historii". Parzyłem wtedy zafascynowany na tablicę pełną starych biletów koncertowych w "Szuflandii" słuchając lecących w tle Iron Maiden:
Nie - tekst nie zawiera ukrytego lokowania produktów - jest to doskonale widoczne. Popijając kolejne piwo słuchałem o tym, że na jedną osobę z nas, która ma jakieś perspektywy i cele w życiu przypada dwustu Panów Mietków, dla których jedynym priorytetem jest przygrzanie lub wypicie kolejnej butelki z nadzieją, że dzisiaj kurator go nie odwiedzi. Z jednej strony mile łechta to moje ego, z drugiej - zastanawiam się jakie priorytety może ledwie dwudziestoletni człowiek, który zależny od otoczenia trzyma się narzuconych z góry moralnych i etycznych zasad? Joshua! Jesteśmy na samym początku życia i naszym największym atutem jest to, że uważamy iż możemy zmienić świat - że możemy być opiniotwórczy - czy zdanie matury, zaliczenie studiów i posiadanie dobrze płatnej pracy jest tego wyznacznikiem? Być może... w mojej ocenie jest to przykre - tak samo jak ocena, że człowiek, który nie ma pewnego wykształcenia z góry jest odrzucany jako potencjalna "druga połówka" - to tak jakby ślepy facet odrzucał zezowatą dziewczynę - czysta hipokryzja.
Uważanie, że "pokorne ciele dwie matki ssie" dla mnie jest najczystszym przedstawieniem, że od najmłodszych lat uczą nas hipokryzji - jedno mówimy, drugie robimy, a trzecie myślimy. Długi czas tak myślałem, dopóki doświadczony już życiowo człowiek mi nie powiedział:
"Poczekaj piętnaście lat i zobaczymy czy będziesz mówił tak samo"
Przerażające jest to, że choć mogę mówić, że nie zmienię swoich poglądów - to wiem, że stanie w miejscu to cofanie się. Człowiek zmienia się przez całe swoje życie i razem z doświadczeniami, które przeżywa zmienia swoje poglądy.
Nastała już piękna polska jesień. Za kołnierz pada letni deszcz - lubię ten zapach, kiedy wiem, że zaraz liście zrobią się żółte lub czerwone i zaczną opadać. Po ziemi toczą się pierwsze kasztany, a dłoniach trzymamy jabłka zrywane prosto z nieswojej działki.
Jako iż jestem już studentem, pierwszy września kojarzy mi się już tylko i wyłącznie z kolejnymi rocznicami II Wojny Światowej, a nie odświętnym ubraniem się i czekaniem na apelu na słowa "Można się rozejść do swoich klas". Nie zmienia to faktu, że jestem coraz bardziej przerażony, że uważam, iż jestem daleko w przodzie przed ludźmi, którzy zatrzymali się na facebookowaniu i twittowaniu. Zastanawiam się czasami co taki człowiek powie w przyszłości kolejnemu pokoleniu młodzieży. W życiu żałuje się tylko tych rzeczy których się nie zrobiło, i nie chcę swojego życia marnotrawić na oglądaniu kolejnych zdjęć z "poprzedniej" imprezy i "lajkować" je. "Opiniotwórczość" też bywa zabawna, szczególnie na facebooku, twiiterze, blogach gdzie wypowiadają się ludzie, którzy na dany temat nie mają zielonego pojęcia, a czytelnicy, którzy też nie mają zielonego pojęcia o czym czytają tylko im przytakują.
Idąc tokiem myślenia, że stojąc cofamy się, to dlaczego do cholery sami się cofamy intelektualnie?! Nie każdy musi się interesować polityką, życiem społecznym i nie każdy musi mieć hobby. Ale internet, który miał być oknem na świat zamyka nam drzwi, i przekręca w nich klucz. Internet, który miał być wybawieniem dla kobiet w Pakistanie przed ukamienowaniem, który miał być nadzieją dla głodujących dzieci w Afryce i bezdomnych piesków, stał się bezpłatnym nośnikiem darmowej pornografii, podstawowym źródłem plotek o znajomych i bazą pełną śmiesznych/słodkich obrazków o małych kotkach.
Nie wiem gdzie jest trudność, aby zamiast iść do pubu upić się, spojrzeć na zwykłą tablicę, na którą ludzie naklejają bilety z koncertów, na których byli. I pomyśleć, że to wszystko jest tylko po to, aby coś przetrwało, zamiast podrzeć się w tylnej kieszeni jeansów. Ot, taki cel, by pamięć o pewnych zdarzeniach nie uciekła, niczym woda, pomiędzy naszymi palcami.
środa, 4 września 2013
Nowy program edukacyjny dla przedszkoli
Nowy program edukacyjny został wprowadzony razem z drugim września (w tym roku kwiat tego narodu miał jeden dzień wakacji dłużej).
Ale cóż to za kwiat kształcimy?! Pięcioletni chłopczyk schylający się po kwiatek i opowiadający o tym jakiej szminki użyje. Dziewczynki natomiast porzuciły już lalki i robiły wyścigi dookoła piaskownicy po czym jedna uderzyła drugą, bo ta oszukiwała. Oto co ja zobaczyłem przed oczami czytając artykuł na temat nowego programu wychowawczego dla przedszkoli.
Naprawdę jestem tolerancyjny, ale to przekracza moje najśmielsze granice wyobraźni. Rozumiem i zgadzam się z tym, że pewne nierówności są między facetem a kobietą, to widać na pierwszy rzut oka. Ale to nie tylko dlatego, że ona ma waginę, a on fallusa. Tylko dlatego, że od setek lat facet jest ciut większy i silniejszy niż piękniejsza strona naszego świata. Dlatego, to kobieta mężczyźnie oddawała rolę łapania zwierzyny - ona natomiast najlepiej pod słońcem ją gotowała dla całej armii bachorów - którą facet, jako (nie ma się co oszukiwać) duże dziecko, nie mógłby wychować bo wszyscy by się pozabijali podczas pierwszej zabawy.
A. Dzierzgowska, J. Piotrowska oraz E. Rutkowska nawoją: "Ideałem byłoby pewnie aseksualne przedszkole, w którym płeć nie istnieje, wszystkie dzieci są dla siebie "kolegami", a słów "chłopiec" czy "dziewczynka", "ona" lub "on" nie używa się wcale".
Wtfaaak?! Jak się nie używa wcale? Płeć jest - i tego nic nie zmieni. Od zarania dziejów! Bóg stworzył kobietę "Ewę" i mężczyznę "Adama". Natura stworzyła chromosomy XX oraz XY. Tego się nie da zmienić. Tak samo jak to, że nikła ilość chłopców lubi malowanie lalek i tak jak większość woli kopać piłkę. Od najmłodszych lat dla dziewczynek chłopiec jest "fuj". Najważniejsze jest jednak zachować jakąś racjonalność w tym wszystkim - jeżeli chłopiec chce się dołączyć do dziewczynek w pieczeniu ciasteczek - niech się tam do cholery bawi. Być może albo jest zniewieściały, albo jestem gejem, albo po prostu jest 100% samcem, który do cholery lubi gotować!
W pewnym przedszkolu Krakowskim przeczytano dzieciom bajkę w ramach "zrównywania płci" - gdzie Królewicz zamiast w Księżniczce zakochał się w... Księciu - dzieci zaskoczone wyborem doszły do wniosku, że prawdopodobnie wybrał go ponieważ był on przebrany za Królewnę.
Jak wspomniałem - jestem dość tolerancyjny, znam kilku homoseksualistów i są to naprawdę świetni goście, inteligentni z dobrymi ocenami na uczelni - ale dla mnie modelem rodziny zawsze Mama i Tata - tak już stworzyła nas natura i tak natura nie pozwoliła na to by w inny sposób urodzić potomstwo - temat Ich wiązania się ze sobą - zostawiam ich wyborowi. Tak długo jak Oni nie wciągają mnie do łóżka, ja nie zaglądam im w cztery ściany.
Pani Aniu, Joanno i Ewo - cieszę się, że tak dbacie o rozwój dzieci, o to aby były równe sobie, lecz mówienie, że płci nie ma oznacza, że muszą się panie jako pierwsze cofnąć do przedszkola. To że prawdopodobnie dawno nie miałyście styczności z facetem nie oznacza, że jesteśmy tacy źli. Czasami warto zostawić przeszłość, związaną prawdopodobnie z brakiem orgazmu, i pomyśleć kto wnosi wam torby po schodach, kto pracuje w kopalniach i kto dla Was - piękniejszej strony świata - pisze romantyczne wiersze. Kto jak nie czterech facetów z gitarami śpiewało "Najpiękniejsze są polskie dziewczyny", kto przesuwa kanapę przy każdym waszym pomyśle na przemeblowanie. Choć gdy widzę zdjęcia dwóch z tych pań - to rozumiem przynajmniej frustrację związane z brakiem darmowego termofora w łóżku. Z takimi pomysłami, bez papierowej torby na głowie i takim kastracyjnym podejściem do facetów - nie ma co liczyć na to, że ktoś może się po prostu przytulić w zimowy wieczór.
Bez problemu zgadzam się z tym, że edukacja seksualna jest potrzebna, ale do cholery nie w przedszkolu! Dzieci pierwszą PRAWDZIWĄ styczność pewnym "nasionkiem" seksualności poznaje tak naprawdę w szatni w szkole podstawowej przed wuefem. I myślę, że dopiero wtedy możemy mówić o próbach wytłumaczenia czym jest wagina, a czym siusiak. By takie dziecko nie kajało się za to, że nagle coś dziwnego się dzieje z organizmem. Tłumaczenie tego w drugiej połowie podstawówki i zakończenie w gimnazjum powinno uświadomić takie dzieciaki czym jest seks w innym aspekcie niż "Tatuś i Mamusia tak mocno się kochają, że przytulają się do siebie". Wspomnienie na początku szkoły ponadgimnazjalnej, gdzie dzieciaki czasami miały już kontakt z płcią przeciwną (niektórzy już seksualnie) inni poprzez pocałunek bądź szukanie zalążku biustu u takiej młodej damy, powinno już tylko przypomnieć o zabezpieczaniu, przyjemności i konsekwencjach uprawiania miłości (jak ja nie cierpię tego określenia - uprawiać? Co? Miłość? Uprawiać jak rolnik rolę - bo mnie z tym kojarzy się słowo "uprawa" - jak rolnik na traktorze jedzie orać swoje pole). Ale nauczenie zakładania siedmiolatka prezerwatywy - nie spowoduje, że będziemy mieli świadome i nowoczesne społeczeństwo. Na prawdę myślę, że to jest jak z wiarą w Świętego Mikołaja. Jest okres, gdzie dziecko w niego wierzy i taki, który rozumie, że rodzicom też trzeba kupić prezent pod choinkę. Na wszystko jest czas - dzieci w przedszkolu uczy się podstaw zachowań społecznych. Nie kradnie się zabawek i kredek, nie bije się, czeka w kolejce na huśtawkę - uczy się przede wszystkim szacunku wobec innych dzieci/ludzi. Nie chłopca wobec dziewczynki, nie dziewczynki wobec chłopca - tylko dzieci. I nie powinniśmy z tego powodu popadać w skrajność.
Na świecie jest dziewczynka i jest chłopiec (nie wchodźmy w szczegóły) - są więc różne płci i żadna chora feministka (polecam sprawdzić definicję feminizmu - ponieważ tutaj to słowo nie pasuje do pomysłu tych pań), żaden też szowinista też tego nie zmieni. Nie możemy zabierać dzieciom płci. A co najważniejsze. Nie powinniśmy zabierać rodzicom konstytucyjnego prawa wychowywania dzieci - art.48 oraz art.53 - mówiące kolejno:
"Rodzice mają prawo do wychowywania swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami [dalej w skrócie ma to uwzględniać jego wolność wyznania, sumienia i przekonania]"
"Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami".
Kiedy usłyszałem o tym projekcie dzisiaj po raz pierwszy, myślałem, że jest to kiepski żart, po przeczytaniu sumy dofinansowania przez UE oraz aprobatę pani minister K.Szumilas (MEN) załamałem ręce. To nie jest żart - to jest wprowadzenie do życia szalonego scenariusza Latającego Cyrku Monty Pythona, gdzie paroletni chłopcy w sukienkach przypalają jajecznicę, pucują na klęczkach podłogę, a dziewczynki zmęczone po całym dniu pracy w kopalni wyciągają nogi, sięgają po piwo i znad gazety oglądają mecz - i mam nadzieję, że to tylko moja chora wyobraźnia.
Ale cóż to za kwiat kształcimy?! Pięcioletni chłopczyk schylający się po kwiatek i opowiadający o tym jakiej szminki użyje. Dziewczynki natomiast porzuciły już lalki i robiły wyścigi dookoła piaskownicy po czym jedna uderzyła drugą, bo ta oszukiwała. Oto co ja zobaczyłem przed oczami czytając artykuł na temat nowego programu wychowawczego dla przedszkoli.
Naprawdę jestem tolerancyjny, ale to przekracza moje najśmielsze granice wyobraźni. Rozumiem i zgadzam się z tym, że pewne nierówności są między facetem a kobietą, to widać na pierwszy rzut oka. Ale to nie tylko dlatego, że ona ma waginę, a on fallusa. Tylko dlatego, że od setek lat facet jest ciut większy i silniejszy niż piękniejsza strona naszego świata. Dlatego, to kobieta mężczyźnie oddawała rolę łapania zwierzyny - ona natomiast najlepiej pod słońcem ją gotowała dla całej armii bachorów - którą facet, jako (nie ma się co oszukiwać) duże dziecko, nie mógłby wychować bo wszyscy by się pozabijali podczas pierwszej zabawy.
A. Dzierzgowska, J. Piotrowska oraz E. Rutkowska nawoją: "Ideałem byłoby pewnie aseksualne przedszkole, w którym płeć nie istnieje, wszystkie dzieci są dla siebie "kolegami", a słów "chłopiec" czy "dziewczynka", "ona" lub "on" nie używa się wcale".
Wtfaaak?! Jak się nie używa wcale? Płeć jest - i tego nic nie zmieni. Od zarania dziejów! Bóg stworzył kobietę "Ewę" i mężczyznę "Adama". Natura stworzyła chromosomy XX oraz XY. Tego się nie da zmienić. Tak samo jak to, że nikła ilość chłopców lubi malowanie lalek i tak jak większość woli kopać piłkę. Od najmłodszych lat dla dziewczynek chłopiec jest "fuj". Najważniejsze jest jednak zachować jakąś racjonalność w tym wszystkim - jeżeli chłopiec chce się dołączyć do dziewczynek w pieczeniu ciasteczek - niech się tam do cholery bawi. Być może albo jest zniewieściały, albo jestem gejem, albo po prostu jest 100% samcem, który do cholery lubi gotować!
W pewnym przedszkolu Krakowskim przeczytano dzieciom bajkę w ramach "zrównywania płci" - gdzie Królewicz zamiast w Księżniczce zakochał się w... Księciu - dzieci zaskoczone wyborem doszły do wniosku, że prawdopodobnie wybrał go ponieważ był on przebrany za Królewnę.
Jak wspomniałem - jestem dość tolerancyjny, znam kilku homoseksualistów i są to naprawdę świetni goście, inteligentni z dobrymi ocenami na uczelni - ale dla mnie modelem rodziny zawsze Mama i Tata - tak już stworzyła nas natura i tak natura nie pozwoliła na to by w inny sposób urodzić potomstwo - temat Ich wiązania się ze sobą - zostawiam ich wyborowi. Tak długo jak Oni nie wciągają mnie do łóżka, ja nie zaglądam im w cztery ściany.
Pani Aniu, Joanno i Ewo - cieszę się, że tak dbacie o rozwój dzieci, o to aby były równe sobie, lecz mówienie, że płci nie ma oznacza, że muszą się panie jako pierwsze cofnąć do przedszkola. To że prawdopodobnie dawno nie miałyście styczności z facetem nie oznacza, że jesteśmy tacy źli. Czasami warto zostawić przeszłość, związaną prawdopodobnie z brakiem orgazmu, i pomyśleć kto wnosi wam torby po schodach, kto pracuje w kopalniach i kto dla Was - piękniejszej strony świata - pisze romantyczne wiersze. Kto jak nie czterech facetów z gitarami śpiewało "Najpiękniejsze są polskie dziewczyny", kto przesuwa kanapę przy każdym waszym pomyśle na przemeblowanie. Choć gdy widzę zdjęcia dwóch z tych pań - to rozumiem przynajmniej frustrację związane z brakiem darmowego termofora w łóżku. Z takimi pomysłami, bez papierowej torby na głowie i takim kastracyjnym podejściem do facetów - nie ma co liczyć na to, że ktoś może się po prostu przytulić w zimowy wieczór.
Bez problemu zgadzam się z tym, że edukacja seksualna jest potrzebna, ale do cholery nie w przedszkolu! Dzieci pierwszą PRAWDZIWĄ styczność pewnym "nasionkiem" seksualności poznaje tak naprawdę w szatni w szkole podstawowej przed wuefem. I myślę, że dopiero wtedy możemy mówić o próbach wytłumaczenia czym jest wagina, a czym siusiak. By takie dziecko nie kajało się za to, że nagle coś dziwnego się dzieje z organizmem. Tłumaczenie tego w drugiej połowie podstawówki i zakończenie w gimnazjum powinno uświadomić takie dzieciaki czym jest seks w innym aspekcie niż "Tatuś i Mamusia tak mocno się kochają, że przytulają się do siebie". Wspomnienie na początku szkoły ponadgimnazjalnej, gdzie dzieciaki czasami miały już kontakt z płcią przeciwną (niektórzy już seksualnie) inni poprzez pocałunek bądź szukanie zalążku biustu u takiej młodej damy, powinno już tylko przypomnieć o zabezpieczaniu, przyjemności i konsekwencjach uprawiania miłości (jak ja nie cierpię tego określenia - uprawiać? Co? Miłość? Uprawiać jak rolnik rolę - bo mnie z tym kojarzy się słowo "uprawa" - jak rolnik na traktorze jedzie orać swoje pole). Ale nauczenie zakładania siedmiolatka prezerwatywy - nie spowoduje, że będziemy mieli świadome i nowoczesne społeczeństwo. Na prawdę myślę, że to jest jak z wiarą w Świętego Mikołaja. Jest okres, gdzie dziecko w niego wierzy i taki, który rozumie, że rodzicom też trzeba kupić prezent pod choinkę. Na wszystko jest czas - dzieci w przedszkolu uczy się podstaw zachowań społecznych. Nie kradnie się zabawek i kredek, nie bije się, czeka w kolejce na huśtawkę - uczy się przede wszystkim szacunku wobec innych dzieci/ludzi. Nie chłopca wobec dziewczynki, nie dziewczynki wobec chłopca - tylko dzieci. I nie powinniśmy z tego powodu popadać w skrajność.
Na świecie jest dziewczynka i jest chłopiec (nie wchodźmy w szczegóły) - są więc różne płci i żadna chora feministka (polecam sprawdzić definicję feminizmu - ponieważ tutaj to słowo nie pasuje do pomysłu tych pań), żaden też szowinista też tego nie zmieni. Nie możemy zabierać dzieciom płci. A co najważniejsze. Nie powinniśmy zabierać rodzicom konstytucyjnego prawa wychowywania dzieci - art.48 oraz art.53 - mówiące kolejno:
"Rodzice mają prawo do wychowywania swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami [dalej w skrócie ma to uwzględniać jego wolność wyznania, sumienia i przekonania]"
"Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami".
Kiedy usłyszałem o tym projekcie dzisiaj po raz pierwszy, myślałem, że jest to kiepski żart, po przeczytaniu sumy dofinansowania przez UE oraz aprobatę pani minister K.Szumilas (MEN) załamałem ręce. To nie jest żart - to jest wprowadzenie do życia szalonego scenariusza Latającego Cyrku Monty Pythona, gdzie paroletni chłopcy w sukienkach przypalają jajecznicę, pucują na klęczkach podłogę, a dziewczynki zmęczone po całym dniu pracy w kopalni wyciągają nogi, sięgają po piwo i znad gazety oglądają mecz - i mam nadzieję, że to tylko moja chora wyobraźnia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
