sobota, 21 września 2013

Historia pewnej starszej Pani

Dzisiaj nad szklanką whiskey przypomniała mi się pewna smutna historia....
Jest to historia pewnej Pani, która najlepsze lata miała już za sobą - na swoich przygarbionych plecach targała już grubo ponad 80 lat historii. Za każdym razem jak się uśmiechała widać było zmarszczki, a jej oczy pokazywały, że choć nie pamięta co było tydzień temu - świetnie potrafiła mi opowiedzieć historię z lat 40' ubiegłego wieku.
Ta Pani była moją sąsiadką. Codziennie rano, idąc jeszcze do szkoły, spotykałem ją idącą do klepu, aby kupić chleb za pieniądze, których nie miała. Zbierała suchy chleb wywieszony obok śmietników, ubrania, których ludzie nie wyrzucali do kremowych kontenerów i wczorajsze gazety - zdecydowanie ciężko jej było przeżyć. A przecież kiedyś nie miała zmarszczek, mogła być najpiękniejszą dziewczyną w okolicy, a jej oczy były zainteresowane tym co ją czeka dnia następnego.
Zabawne jest to, że choć nikt nie znał jej imienia - najbardziej interesowali się nią politycy z Wiejskiej - którzy przywoływali jej smutną historię przy prawie każdym wyjściu na mównicę, obiecując jej za każdym razem coraz niższe podatki i wyższą emeryturę - wszystkiego wysłuchiwała z zainteresowaniem choć i tak wiedziała, że to nic nie zmieni. Wyłączała telewizor by wraz z radiem pośpiewać stare, dobre utwory, których my nawet nie pamiętamy.
Bardzo lubiłem tą, Panią - niektóre jej anegdotki wywoływały mój uśmiech, inne dreszcze. Zawsze pytała mnie, wracającego ze szkoły, jak mi minęły lekcje. I choć w mojej ocenie była traktowana jak Hiob - zawsze obiecywała modlić się za moją przyszłość. Obiecywała to sprzątając w swoim małym ogródku - ciekawe, że jak na swój wiek, by czerstwa i bardziej aktywna niż ludzie tuż przed pięćdziesiątką.
Ta historia jest dość krótka, choć powinna być zdecydowanie dłuższa, aż szkoda, że nie zapytałem jej o połowę rzeczy o jakie zapytałbym dzisiaj - kończy wraz jej śmiercią... jejku... jak dawną. Nie pamiętam imienia tej Pani, ani za dobrze nawet nie jestem w stanie sobie przypomnieć jej twarzy... pamiętam tylko, że na jej ogródku rosły najpiękniejsze na świecie czerwone różyczki. Pamiętam też, że ostatni raz zobaczyłem ją na początku roku szkolnego... szóstego lub piątego.
Zabawne, jak ludzie szybko zapominają osoby, które z jednej strony były tylko epizodyczne, a z drugiej po tak długim czasie skłaniają do refleksji i sprawiają, że cały wieczór nie można myśleć o niczym innym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz