poniedziałek, 9 września 2013

Dobry wieczór Szczecin,

Ciekawe jak człowiek powinien się witać w środku nocy - z jednej strony "Dzień Dobry" nie pasuje, "Dobry Wieczór" jakby na to nie patrzeć też nie - ani to dzień, ani wieczór, a "Dobranoc" wykorzystywane jest raczej na pożegnanie - trzeba by zapytać docenta Miodka - On na pewno by wiedział i coś na ten temat ciekawego powiedział - brakuje mi trochę jego programu w telewizji, która zaczyna być coraz bardziej ogłupiająca, aniżeli poszerzająca horyzonty.

Chociaż graniczny punkt jest coraz bliżej, czuję że nic nie robię aby go nie przekraczać - to jest naprawdę z jednej strony bolesne, z drugiej czuję, swego rodzaju, zachłyśnięcie życiową adrenaliną - której, chyba, jak każdy człowiek potrzebuję.
Usłyszałem dzisiaj zaskakujące stwierdzenie, które brzmiało mniej więcej tak: "to jak tworzenie historii". Parzyłem wtedy zafascynowany na tablicę pełną starych biletów koncertowych w "Szuflandii" słuchając lecących w tle Iron Maiden:
Nie - tekst nie zawiera ukrytego lokowania produktów - jest to doskonale widoczne. Popijając kolejne piwo słuchałem o tym, że na jedną osobę z nas, która ma jakieś perspektywy i cele w życiu przypada dwustu Panów Mietków, dla których jedynym priorytetem jest przygrzanie lub wypicie kolejnej butelki z nadzieją, że dzisiaj kurator go nie odwiedzi. Z jednej strony mile łechta to moje ego, z drugiej - zastanawiam się jakie priorytety może ledwie dwudziestoletni człowiek, który zależny od otoczenia trzyma się narzuconych z góry moralnych i etycznych zasad? Joshua! Jesteśmy na samym początku życia i naszym największym atutem jest to, że uważamy iż możemy zmienić świat - że możemy być opiniotwórczy - czy zdanie matury, zaliczenie studiów i posiadanie dobrze płatnej pracy jest tego wyznacznikiem? Być może... w mojej ocenie jest to przykre - tak samo jak ocena, że człowiek, który nie ma pewnego wykształcenia z góry jest odrzucany jako potencjalna "druga połówka" - to tak jakby ślepy facet odrzucał zezowatą dziewczynę - czysta hipokryzja. 
Uważanie, że "pokorne ciele dwie matki ssie" dla mnie jest najczystszym przedstawieniem, że od najmłodszych lat uczą nas hipokryzji - jedno mówimy, drugie robimy, a trzecie myślimy. Długi czas tak myślałem, dopóki doświadczony już życiowo człowiek mi nie powiedział: 

"Poczekaj piętnaście lat i zobaczymy czy będziesz mówił tak samo"

Przerażające jest to, że choć mogę mówić, że nie zmienię swoich poglądów - to wiem, że stanie w miejscu to cofanie się. Człowiek zmienia się przez całe swoje życie i razem z doświadczeniami, które przeżywa zmienia swoje poglądy.

Nastała już piękna polska jesień. Za kołnierz pada letni deszcz - lubię ten zapach, kiedy wiem, że zaraz liście zrobią się żółte lub czerwone i zaczną opadać. Po ziemi toczą się pierwsze kasztany, a dłoniach trzymamy jabłka zrywane prosto z nieswojej działki.
Jako iż jestem już studentem, pierwszy września kojarzy mi się już tylko i wyłącznie z kolejnymi rocznicami II Wojny Światowej, a nie odświętnym ubraniem się i czekaniem na apelu na słowa "Można się rozejść do swoich klas". Nie zmienia to faktu, że jestem coraz bardziej przerażony, że uważam, iż jestem daleko w przodzie przed ludźmi, którzy zatrzymali się na facebookowaniu i twittowaniu. Zastanawiam się czasami co taki człowiek powie w przyszłości kolejnemu pokoleniu młodzieży. W życiu żałuje się tylko tych rzeczy których się nie zrobiło, i nie chcę swojego życia marnotrawić na oglądaniu kolejnych zdjęć z "poprzedniej" imprezy i "lajkować" je. "Opiniotwórczość" też bywa zabawna, szczególnie na facebooku, twiiterze, blogach gdzie wypowiadają się ludzie, którzy na dany temat nie mają zielonego pojęcia, a czytelnicy, którzy też nie mają zielonego pojęcia o czym czytają tylko im przytakują. 

Idąc tokiem myślenia, że stojąc cofamy się, to dlaczego do cholery sami się cofamy intelektualnie?! Nie każdy musi się interesować polityką, życiem społecznym i nie każdy musi mieć hobby. Ale internet, który miał być oknem na świat zamyka nam drzwi, i przekręca w nich klucz. Internet, który miał być wybawieniem dla kobiet w Pakistanie przed ukamienowaniem, który miał być nadzieją dla głodujących dzieci w Afryce i bezdomnych piesków, stał się bezpłatnym nośnikiem darmowej pornografii, podstawowym źródłem plotek o znajomych i bazą pełną śmiesznych/słodkich obrazków o małych kotkach.
Nie wiem gdzie jest trudność, aby zamiast iść do pubu upić się, spojrzeć na zwykłą tablicę, na którą ludzie naklejają bilety z koncertów, na których byli. I pomyśleć, że to wszystko jest tylko po to, aby coś przetrwało, zamiast podrzeć się w tylnej kieszeni jeansów. Ot, taki cel, by pamięć o pewnych zdarzeniach nie uciekła, niczym woda, pomiędzy naszymi palcami.

1 komentarz:

  1. Harry... Harry... Harry... wiesz dobrze to co na początku wydaje się dobre z reguły okazuje się w dalszym procesie rozpowszechniania po prostu złe. Dostaje się to "coś" w ręce niewłaściwych ludzi, o niewłaściwych priorytetach życiowych i się psuje. Znasz historię wymyślenia dynamitu? Miał być wynalazkiem ułatwiającym życie - teraz się nim zabija (to chyba nie o to znaczenie "ułatwiania życia" chodziło).
    Podobnie jak Ty marzę o sprawiedliwym, dobrym świecie. Ale jest jak jest, dwie, czy nawet 10 lub 100 tysięcy osób wiosny nie uczyni. Jednak to co nam zostaje to promować nasze wartości publicznie. Mówić o tym w co my wierzymy. Może choć w jednej osobie coś pęknie i ona też zacznie mówić?
    PS jak już kiedyś mówiłam - chyba mamy podobny gust muzyczny :)

    OdpowiedzUsuń