wtorek, 21 sierpnia 2012

Kto jest większym ksenofobem - Polak czy Litwin?

Wszelkie internetowe fora jak szumią, komentarze pod artykułami są pełne dyskusji - z początku sam byłem zaskoczony - nawet całkiem miło, że tak dużo osób interesuje się polityką. Do czasu aż nie przeczytałem ksenofobicznych - wręcz chamskich, komentarzy. Zawsze myślałem, że to strona onet.pl może poszczycić się najbardziej zagorzałymi 12-latkami, którzy zniżą oponenta do swojego poziomu intelektualnego, a następnie naplują w twarz i kopną w piszczel chowając się za anonimową maską - ku mojemu zaskoczeniu - nietolerancyjnymi hasłami szczycili się nawet użytkownicy zalogowani przez facebooka.

Miłe zaskoczenie zostało zepchnięte na dalszy plan - wszystko zaczęło się od ogłoszenia, że m.in. polskie siły w NATO będą chronić litewskich granic powietrznych. Tutaj właśnie zaczyna się pierwsza zasada zabawy w "głuchy telefon". Zapomina się o "między innymi" oraz "NATO". I wychodzi, że będziemy latać nad Litwą w ramach akcji charytatywnej "Brońmy świat przed czerwonymi".
Nie znoszę wszelkiego rodzaju ksenofobizmu, ani nie cierpię przeinaczania faktów na korzyść swoich argumentów.

Niebo nad Wilnem będzie chronione ROTACYJNIE przez siły powietrzne wyznaczone przez NATO.

Najcięższym argumentem jest uciśnienie Polaków mieszkających na Litwie. Ze znaków drogowych znikają polskie nazwy, a w szkołach ograniczono lekcje polskiego - dziwne? Przecież to jest Litwa! Nie żądamy przecież od Wielkiej Brytanii, aby w szkołach nauczali po polsku pomimo, iż jest tam ogrom rodaków, którzy wyjechali do pracy. W liceach uczą się nazewnictwa litewskiego, ponieważ na np. Uniwersytecie w Wilnie studiują po litewsku - nie będziemy przecież nakazywali, aby Egipcjanie zaczęli stawiać znaki drogowe z polskimi nazwami - ponieważ dużo Polaków jeździ tam na wakacje.

Kolejnym w mojej ocenie argumentem strzelanym jak z karabinu maszynowego (jak kulą w płot) jest, iż Wilno powinno należeć do Polski - i my się dziwimy, że Litwini Nas nie cierpią. Za takie idiotyczne gadanie - aż trudno się dziwić. Jeżeli zabieramy Wilno (w następnej kolejności jeszcze Lwów) to oddajmy historyczne miasto Breslau - Niemcom - o tym się jakoś zapomina.

Krzyczenie, że nie powinniśmy pomagać Litwie, tylko budować swoją armię, ponieważ w '39 nikt nam nie pomógł jest - nawet nie argumentem - tekstem w ogólnie do przyjęcia! W Korei Północnej właśnie tak myślą - budujmy własną armię. Nie chcę mieć nad Wisłą drugą Koreę. Po drugie to nie jest przełom lat 30/40 XX w. - teraz wojny wygrywa się silniejszą gospodarką, bardziej rozwiniętą technologią i szybciej przesyłaną informacją.

Prawda jest taka, że każdy walczy o swoje - Litwa dopiero niedawno odzyskała niepodległość - Wilno niegdyś należało Polski. Dlatego Litwa walczy o to by zachować swoją narodowość - musimy to uszanować - Polacy natomiast śnią o tym aby Wilno, Lwów, Kijów, Zaolzie weszły w Nasze granice zachowując przy tym Wrocław, Szczecin i Gdańsk.

Ale przy tym wszystkim nie wolno Nam, dawcom i odbiorcom internetu, popaść w nacjonalizm i ksenofobizm - ponieważ każdy ma swoje interesy i trzeba to uszanować.

piątek, 17 sierpnia 2012

Krytyka krytyką, ale opozycja musi siedzieć w kącie


Świat jednym głosem krzyczy hasła dotyczące łamania wolności słowa przez Rosję.
Na nic fragment koncertu Madonny poświęcony "Pussy Riot", na nic listy wysyłane przez sir Poula McCartney'a. Angela Merkel, ambasada USA w Moskwie ani nawet francuskie MSZ nic nie zmienią.

A wszystko kręci się wokoło kary dla trzech młodych kobiet które zaśpiewały piosenkę: "Bogurodzico, przegoń Putina" 21 lutego b.r.
Racja nie powinny odśpiewywać takich piosenek, ani bezcześcić miejsca kultu JAKICHKOLWIEK religii - tak po prostu nie wypada. Ale sądzę, że wszyscy (prócz prawosławnych fanatyków) zgodzą się, że dwa lata kary w łagrze to zdecydowanie za dużo.

Sprawa często jest porównywana, przez media, do procesu Chodorkowskiego, który w ramach pokazu (nazywajmy rzeczy po imieniu) został również skazany i umieszczony w łagrze - nie oszukujmy się, ale cała ta sytuacja związana z "Pussty Riot" jest przedstawieniem dla opozycji, że kiedy Putin im rozkaże muszą grzecznie pójść na "karnego jeżyka" i odsiedzieć tyle ile im się należy.

Krzyczenie, że nie kara jest "nieproporcjonalna" nie pomoże. Opozycja też sama sobie nie poradzi. Nie ma recepty na to, aby demokracja zaczęła się szybciej rozwijać. Nie bez kozery Rosja została umieszczona na 107 miejscu w rankingu opracowywanym przez Economist Intelligence Unit z oceną 4,5 (skala: 0-10). Cały problem siedzi w mentalności, która wciąż nakazuje wspominać z uśmiechem na ustach, że Federacja Rosyjska była imperium w latach 50. Ba! Nie wspomnę już o tym, że jakiś czas temu w sklepach w Moskwie pojawiły się zeszyty z zdjęciem Stalina - w ramach "Wielkie nazwiska Rosji".

Świata nie zmienimy grzecznie protestując i nie zgadzając się z pewnymi decyzjami. Nic nie zrobimy wysyłając listy i przemawiając do publiczności jak bardzo nie podoba nam się pewna decyzja - pojawia się więc pytanie, w jaki sposób możemy zmienić TAKIE decyzje, które w jawny sposób łamią wolność słowa. Dzisiaj oglądając pewną stację informacyjną strasznie zaskoczyło, że policja (jakiś czas temu zmieniono nazwę "milicja" na "policja", aby społeczeństwo poczuło, że nie ma już ZSRR, lecz "demokratyczna" Federacja Rosyjska) wzięła Siergieja Udalcowa (lidera opozycji) pod barki i zaprowadziła siłą do radiowozu - co robił ten pan? Skarżył się "zachodniej" telewizji, że nie zgadza się z decyzją dotyczącą "Pussy Riot" pod gmachem sądu (wśród innych demonstrujących ludzi).
Może gdyby te trzy panie zaśpiewały "Boże chroń Putina", dostałyby luksusowe samochody - jak olimpijczycy z medalami, bądź mieszkanie przy głównej ulicy w Moskwie, jak chirurg, który operował matkę Putina, bądź patriarcha Cyryl I - niestety sądzę, że pomimo tego, iż "Pussy Riot" stały się już ikoną opozycji w Rosji, trzy młode kobiety nie cieszą się na myśl pozostawienia swoich dzieci na dwa lata.

Świat więc jest oburzony, a Putin i tak zrobi to, co uważa za stosowne - ostatnio w końcu opozycja trochę się rozpanoszyła.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Czasami aż wstyd być Polakiem

Wczoraj włączyłem telewizor aby w spokoju obejrzeć jak obchodzona jest 48. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Szczerze mówiąc, spodziewałem się takiego zachowania, lecz do samego końca miałem nadzieję, że tak to się nie skończy. Bojówki PiSu nie potrafiły odpuścić premierowi Donaldowi Tuskowi i  musieli wygwizdać prof. Władysława Bartoszewskiego. Czarę goryczy przelało już gromkie klaskanie na widok prezesa Kaczyńskiego.
Zapewne tak samo jak u prezesa Związku Powstańców Warszawskich, Zbigniewa Ścibora-Rylskigo w gardle stanął mi gul - trochę zazdroszczę, że nie wie (lub nie chce wiedzieć) dlaczego na cmentarzu jakaś hołota wygwizduje przedstawicieli rządu polskiego.

PiS broni się, że nie mają nic wspólnego z buczącymi chuliganami - nie bądźmy naiwni - tyle samo nie mieli wspólnego co z fanatykami broniącymi krzyża pod pałacem prezydenckim. Jest mi wstyd, że mamy w Polsce taką opozycję, i że mają tak wysokie poparcie - piękno demokracji?

Prezes Zbigniew Ścibor-Rylski apelował aby w tym roku pod pomnikiem nie doszło do żadnego (tutaj brakuje epitetu "żenującego") incydentu - "Dla Nas, powstańców warszawskich, żołnierzy II Wojny Światowej, jest to bardzo bolesne. Uszanujmy pamięć tych wspaniałych dziewcząt i chłopców, którzy oddali swoje życie za wolność i niepodległość swojej ukochanej ojczyzny" - dodał też, że cmentarz "nie jest miejscem do wygłaszania politycznych poglądów" - a Jego przemówienie zostało przyjęte oklaskami.
Mam dziwne przeczucie, że z entuzjazmem klaskały też osoby, które chwilę później buczały i gwizdały na widok premiera i jego współpracowników.