Wczoraj włączyłem telewizor aby w spokoju obejrzeć jak obchodzona jest 48. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Szczerze mówiąc, spodziewałem się takiego zachowania, lecz do samego końca miałem nadzieję, że tak to się nie skończy. Bojówki PiSu nie potrafiły odpuścić premierowi Donaldowi Tuskowi i musieli wygwizdać prof. Władysława Bartoszewskiego. Czarę goryczy przelało już gromkie klaskanie na widok prezesa Kaczyńskiego.
Zapewne tak samo jak u prezesa Związku Powstańców Warszawskich, Zbigniewa Ścibora-Rylskigo w gardle stanął mi gul - trochę zazdroszczę, że nie wie (lub nie chce wiedzieć) dlaczego na cmentarzu jakaś hołota wygwizduje przedstawicieli rządu polskiego.
PiS broni się, że nie mają nic wspólnego z buczącymi chuliganami - nie bądźmy naiwni - tyle samo nie mieli wspólnego co z fanatykami broniącymi krzyża pod pałacem prezydenckim. Jest mi wstyd, że mamy w Polsce taką opozycję, i że mają tak wysokie poparcie - piękno demokracji?
Prezes Zbigniew Ścibor-Rylski apelował aby w tym roku pod pomnikiem nie doszło do żadnego (tutaj brakuje epitetu "żenującego") incydentu - "Dla Nas, powstańców warszawskich, żołnierzy II Wojny Światowej, jest to bardzo bolesne. Uszanujmy pamięć tych wspaniałych dziewcząt i chłopców, którzy oddali swoje życie za wolność i niepodległość swojej ukochanej ojczyzny" - dodał też, że cmentarz "nie jest miejscem do wygłaszania politycznych poglądów" - a Jego przemówienie zostało przyjęte oklaskami.
Mam dziwne przeczucie, że z entuzjazmem klaskały też osoby, które chwilę później buczały i gwizdały na widok premiera i jego współpracowników.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz