czwartek, 29 listopada 2012

Zakaz dla e-papierosa

Już zdążyliśmy się przyzwyczaić do tego, że palenie papierosów jest zakazane na przystankach autobusowych, w większości restauracji czy w większości budynków administracyjnych. Palacze jednak znaleźli pewien "kruczek": e-papierosy. Teoretycznie nieszkodliwe urządzenie elektryczne, które pozwalają pozostawić na jakiś czas zwykłe papierosy.

Jeszcze niedawno ludzie krzywili się na widok osoby która "coś pali" na przystanku, lecz dopóki nie czuli smrodu papierosa odwracali głowę i nie reagowali. Jeszcze ciekawsze były reakcje ludzi na e-palacza w autobusie. Prawda jest taka, że palacz ma swoje "potrzeby" takie jak: odruch przystawiania palców do ust, ssanie, widok dymu.

Tutaj już pojawiają się też sprzeczne informacje - zależne od organizacji, która poddaje badaniom elektroniczne papierosy. Niektóre z nich wydają ogłoszenia, że są mniej szkodliwe, "są mniej szkodliwe niż kawa". Inne organizacje, że jest jeszcze za mało czasu aby tak naprawdę ocenić ich wpływ na zdrowie. Ciekawe są też badania, które określają e-papierosy jako bardziej szkodliwe od zwykłych papierosów (ponieważ jakieś substancje nie są spalane, a palacze je wdychają).
Cóż, ja osobiście skłaniam się jednak do bardziej neutralnej oceny. Co prawda premiera pierwszego e-papierosa była już w latach 60. ubiegłego wieku, lecz w rzeczywistości przyjął się dopiero kilka lat temu. Osobiście przyznam, że sam zacząłem zauważać e-palaczy dopiero dwa, może trzy lata temu, gdzie znajomi przychodzili z "nowym gadżetem" do szkoły.

Ostatnio jednak zaszokowała mnie wiadomość o zakazie dla e-papierosów. ("zszokowała" jest tutaj całkowicie dobrym określeniem, ponieważ mnie osobiście nie podoba się zakaz palenia np. w restauracjach w oddzielonym pomieszczeniu dla palących - łatwiej właścicielom w ogóle usunąć miejsca dla palących). Ale jak jestem w stanie strawić jeszcze ten zakaz - w końcu jak ktoś będzie musiał, to wyjdzie na dwór aby zapalić. Nie rozumiem jednak zakazu dla czegoś co nie śmierdzi i tak naprawdę jest parą wodną. Prawda jest taka, że niedouczeni ludzi piszą skargi na owych palaczy. Jestem w stanie zrozumieć, że ludziom przeszkadza "zapach" - waniliowy/truskawkowy/kawowy czy setki innych, ale mnie codziennie przeszkadza muzyka z telefonu, czy dwa litry perfumu wylanego na nowy garnitur bądź nową sukienkę.

Chciałbym tylko zaapelować o trochę tolerancji. Zamiast wściekać się i zakazywać - można grzecznie poinformować e-palacza, że przeszkadza nam owy "zapach". Ja przynajmniej tak robię gdy słyszę muzykę z telefonu. Mnie nie przeszkadza, że muzyka cicho przebija się przez słuchawki na uszach przechodnia, nie przeszkadza mi też e-papieros w restauracji - wystarczy choć trochę zrozumienia.

niedziela, 28 października 2012

Ewolucja na naszych oczach


Od zawsze intrygują mnie absurdy szkolnictwa: Na 3 godzinie lekcyjnej dzieci mają biologię - uczą się, że ludzie powstali w wyniku milionów lat ewolucji, od homo habilis przez homo erectus, aż po homo sapiens. Następnie mają krótką przerwę - biegną do szatni, ponieważ mają godzinę wychowania fizycznego. Później zmęczone wracają na ostatnią lekcję, którą jest religia - tutaj natomiast uczą się, że człowieka stworzył Bóg. Nie ma ewolucji, jest za to tak zwany Kreacjonizm, który zupełnie wyklucza się z tym, czego dzieci uczyły się przed sportem.

Nie chcę tutaj podejmować dyskusji, czy religia jest obowiązkowa w szkołach, czy jest potrzeba oraz czy krzyżyki z cierpiącym Jezusem powinny wisieć w klasach.
Do tego wpisu nakłonił znaleziona, w czeluściach pamięci mojego laptopa, prezentacja dotycząca goryli w Kongo, oraz podrzucony przez koleżankę (miłośniczkę psów) artykuł pt. "Ile słów może zrozumieć pies?" M. Trojana.
Od stworzenia prezentacji minęły już trzy lata, więc części źródeł nie mogłem już znaleźć - cóż, strona podróże.pl, oraz podręcznik do kl.2 LO podane w źródłach rozbawiły mnie do rozpuku. Teraz będąc studentem i oglądając moje dzieło sprzed kilku lat zrozumiałem, że sam przeszedłem swojego rodzaju ewolucję - jednakże chodzi tutaj o ewolucję w sensie intelektualnym. Wracając jednak do prezentacji zaintrygował mnie akapit dotyczący tworzenia i wykorzystywania prostych narzędzi, zaczęły łączyć kamienie z patykami i w ten sposób rozłupywać twarde orzechy, a długimi kijami strącać owoce z drzew. Niestety nie mogłem znaleźć jakiegoś profesjonalnego źródła - jedyne - na potwierdzenie znalazłem z internetowej strony National  Geographic kwiecień 2009r. Ba! Jakiś czas temu furorę w internecie zrobił film, gdzie goryl chodził wyprostowany na tylnych kończynach.
Myślę, że kwestią czasu (jak to w ewolucji) jest aż w końcu zaczną posługiwać się ogniem.
Już teraz odróżniono kilkanaście różnych dźwięków, którymi posługują się goryle do porozumiewania się.

Jeżeli ktoś byłby zainteresowany rozwojem ewolucji "na naszych oczach" - jest ogrom artykułów dotyczących psów. Wydaje się to dziwne - jednakże w mojej ocenie jest to świetny przykład, że wszystko wokół Nas ewoluuje. Może nie z dnia na dzień, jednakże wątpię by 200 lat temu ludzie bez większych kłopotów obsługiwali samochody spalinowe bądź kalkulatory elektryczne.
Wątpię też, aby kilkaset lat temu psy mogły pojąć kilkaset różnych ludzkich słów. Pies-rekordzista pojmuje 1038 słów. Naukowcy już zdążyli zbadać na jakiej podstawie uczą się nasze pupile. Doszli, w mojej ocenie, do ciekawych wniosków - psy uczą się na zasadzie "eliminacji" czyli słysząc nową nazwę eliminują wszystkie przedmioty jakie poznały i "przypisują" ową nazwę nowemu przedmiotowi. Co ciekawe, według tej zasady uczą się małe dzieci, co sądzę najlepiej świadczy o tym, że reszta istot żyjących na ziemi ma zamiar "dogonić" najlepiej rozwinięte zwierzęta jakimi jesteśmy My - ludzie.

Osobiście uważam, że podglądanie jak rozwijają się inne istoty jest ciekawym zajęciem - lubię na bieżąco wiedzieć o tym, że dany gatunek przejawia "ludzkie" zachowania. Lubię to analizować bez narzuconych schematów przez nauczycieli.
Lecz to co łączy wszystkie "ciekawostki" z ewolucji to jest zawsze ta sama nawiedzająca mnie puenta:
Czy warto dążyć do tego co stworzyli ludzie po kilku tysiącach lat istnienia cywilizacji?

piątek, 12 października 2012

O expose, kulturze politycznej i frustracji nowym laureatem nagrody Nobla

Wotum zaufania dla premiera D. Tuska, odebrałem (jak się później okazało całkiem trafnie) jako pokaz siły - kto w partii i w parlamencie bezkonkurencyjnie pozostaje królem - sondaże jednak spowodowały, że na czole posłów PO pojawiła się kropelka potu - czas więc pokazać wyborcom, że PiS nie ma szans w starciu z Rządem - jesteśmy zwarci i silni, a ostatnie sondaże są jedynie anomalią.
Cóż, dzisiaj Prezes Rady Ministrów, nie ma się co oszukiwać, zdeklasował swoich przeciwników, ustawiając - przykładowo L. Dorna - do kąta, również i posłanka K. Łybacka w niezwykle inteligentny sposób została wyśmiana (zwróciła premierowi uwagę, iż śmieje się i nie słucha wszystkich posłów wypowiadających się na mównicy).

W mojej ocenie expose zostało przedstawione całkiem dobrze - D. Tusk, wiedział gdzie machnąć ręką, gdzie uderzyć pięścią w stół, miał odpowiedni tembr głosu i nawet idealnie dobrany krawat. Dodatkowo merytorycznie, również nie odstaje - coby nie mówić - pozytywnej oceny.
Jedyne co mnie w sumie zasmuciło - to powroty do "zielonej wyspy", której mam już serdecznie po dziurki w nosie - i niekiedy naprawdę mam wrażenie, że będąc jedną nogą w grobie jakiś poseł z ramienia PO będzie wspominał o sukcesach w okresie kryzysu.

Oglądając expose jednak odnosiłem wrażenie, że pomimo prób (ostatecznie i tak wyszło całkiem ładnie) - cała debata odchodziła od sensu merytorycznego i odnosiła się do stu różnych spraw, które tak naprawdę nikogo nie interesowały - poza posłami próbującymi obrzucić się - niczym dzieci z podstawówki - kulkami śnieżnymi wymieszanymi z błotem.
Mimo tych zagrań - zwycięsko wciąż wychodził premier - który z pokerową twarzą odpowiadał na najdziwniejsze pytania (i stwierdzenia) - typu blokowanie galerii.

Dzisiejszy dzień dla politologów i ludzi interesujących się "serialem z ulicy Wiejskiej" był jak dobry film, w którym można było się zaśmiać, przekląć parę razy nad idiotyzmem niektórych posłów, niekiedy się przysypiało, lecz ostatecznie wyłączyłem telewizor z satysfakcją - już wiem, że ministrowie walczyć będą jak lwy o 300mld. dofinansowanie z UE, aby wypełnić plan wydania 700-800 mld. polskich złotych.

***

Skoro już wywołałem Unię Europejską do tablicy - chciałbym okazać swoje niezadowolenie, a wręcz frustrację faktem, iż organizacja biurokratyczna dostała Pokojową Nagrodę Nobla.
Zdaję sobie sprawę, że trzeba się zgodzić iż UE łączy Europę - lecz jest to dla mnie za mało by dostać tak prestiżową nagrodę - przykro mi, lecz w zamian można wspomnieć chociaż o tym, że jest ogromna różnica klasowa w UE! Komitet zapomniał już, że ludzie w Grecji, Hiszpani, a może niedługo i w Irlandii i Włoszech nie będą mogli nawet chleba położyć na stół?
Dla mnie jest to już druga gafa komitetu rozdającego Nagrodę Nobla - pierwsza była przed dwoma laty, oddając Nagrodę Nobla w ręce prezydenta USA - Barack'a Obamy - który w mojej ocenie dostał nagrodę za to, że CHCIAŁ wprowadzić pokój na świecie (jednocześnie prowadząc wojnę w Iraku, w Afganistanie i inwestując w bronie najnowszej generacji). W ten sposób również chciałbym dostać Nagrodę Nobla, ja się jednak może będę starał o Nobla w dziedzinie medycyny, gdyż CHCIAŁBYM znaleźć lek na raka.

Nie będę szczególnie oryginalny - powtórzę słowa prezydenta Lecha Wałęsy: "przyzwyczaiłem się do indywidualnych wyróżnień". I choć wiem, że w Komitecie Noblowskim siedzą ludzie mądrzejsi ode mnie - w przeciwieństwie do Laureata Nagrody Nobla z 1983r. pozwolę sobie podważyć tę decyzję. W mojej prywatnej ocenie laureatem powinien zostać Białorusin A. Bielacki.

Zmiana świata - zmianą świata. Bez względu na to, czy zmienia się go siedząc za biurkiem i podpisując papiery, czy może siedzi na więziennej pryczy patrząc jak ideały o które się walczy palą się na stosie. Problem jednak jest taki, że w tym przypadku, norweska komisja nie chce psuć relacji z Putinem, więc zamiast oddać Nagrodę w ręce osoby, której naprawdę mogłaby ona pomóc wolą ostrożnie dać ją UE.

Zmiana świata - zmianą świata, lecz po raz kolejny polityka i pieniądze decydują o zamiarach ludzi, którzy powinni być autorytetami i zmieniać ten świat.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Kto jest większym ksenofobem - Polak czy Litwin?

Wszelkie internetowe fora jak szumią, komentarze pod artykułami są pełne dyskusji - z początku sam byłem zaskoczony - nawet całkiem miło, że tak dużo osób interesuje się polityką. Do czasu aż nie przeczytałem ksenofobicznych - wręcz chamskich, komentarzy. Zawsze myślałem, że to strona onet.pl może poszczycić się najbardziej zagorzałymi 12-latkami, którzy zniżą oponenta do swojego poziomu intelektualnego, a następnie naplują w twarz i kopną w piszczel chowając się za anonimową maską - ku mojemu zaskoczeniu - nietolerancyjnymi hasłami szczycili się nawet użytkownicy zalogowani przez facebooka.

Miłe zaskoczenie zostało zepchnięte na dalszy plan - wszystko zaczęło się od ogłoszenia, że m.in. polskie siły w NATO będą chronić litewskich granic powietrznych. Tutaj właśnie zaczyna się pierwsza zasada zabawy w "głuchy telefon". Zapomina się o "między innymi" oraz "NATO". I wychodzi, że będziemy latać nad Litwą w ramach akcji charytatywnej "Brońmy świat przed czerwonymi".
Nie znoszę wszelkiego rodzaju ksenofobizmu, ani nie cierpię przeinaczania faktów na korzyść swoich argumentów.

Niebo nad Wilnem będzie chronione ROTACYJNIE przez siły powietrzne wyznaczone przez NATO.

Najcięższym argumentem jest uciśnienie Polaków mieszkających na Litwie. Ze znaków drogowych znikają polskie nazwy, a w szkołach ograniczono lekcje polskiego - dziwne? Przecież to jest Litwa! Nie żądamy przecież od Wielkiej Brytanii, aby w szkołach nauczali po polsku pomimo, iż jest tam ogrom rodaków, którzy wyjechali do pracy. W liceach uczą się nazewnictwa litewskiego, ponieważ na np. Uniwersytecie w Wilnie studiują po litewsku - nie będziemy przecież nakazywali, aby Egipcjanie zaczęli stawiać znaki drogowe z polskimi nazwami - ponieważ dużo Polaków jeździ tam na wakacje.

Kolejnym w mojej ocenie argumentem strzelanym jak z karabinu maszynowego (jak kulą w płot) jest, iż Wilno powinno należeć do Polski - i my się dziwimy, że Litwini Nas nie cierpią. Za takie idiotyczne gadanie - aż trudno się dziwić. Jeżeli zabieramy Wilno (w następnej kolejności jeszcze Lwów) to oddajmy historyczne miasto Breslau - Niemcom - o tym się jakoś zapomina.

Krzyczenie, że nie powinniśmy pomagać Litwie, tylko budować swoją armię, ponieważ w '39 nikt nam nie pomógł jest - nawet nie argumentem - tekstem w ogólnie do przyjęcia! W Korei Północnej właśnie tak myślą - budujmy własną armię. Nie chcę mieć nad Wisłą drugą Koreę. Po drugie to nie jest przełom lat 30/40 XX w. - teraz wojny wygrywa się silniejszą gospodarką, bardziej rozwiniętą technologią i szybciej przesyłaną informacją.

Prawda jest taka, że każdy walczy o swoje - Litwa dopiero niedawno odzyskała niepodległość - Wilno niegdyś należało Polski. Dlatego Litwa walczy o to by zachować swoją narodowość - musimy to uszanować - Polacy natomiast śnią o tym aby Wilno, Lwów, Kijów, Zaolzie weszły w Nasze granice zachowując przy tym Wrocław, Szczecin i Gdańsk.

Ale przy tym wszystkim nie wolno Nam, dawcom i odbiorcom internetu, popaść w nacjonalizm i ksenofobizm - ponieważ każdy ma swoje interesy i trzeba to uszanować.

piątek, 17 sierpnia 2012

Krytyka krytyką, ale opozycja musi siedzieć w kącie


Świat jednym głosem krzyczy hasła dotyczące łamania wolności słowa przez Rosję.
Na nic fragment koncertu Madonny poświęcony "Pussy Riot", na nic listy wysyłane przez sir Poula McCartney'a. Angela Merkel, ambasada USA w Moskwie ani nawet francuskie MSZ nic nie zmienią.

A wszystko kręci się wokoło kary dla trzech młodych kobiet które zaśpiewały piosenkę: "Bogurodzico, przegoń Putina" 21 lutego b.r.
Racja nie powinny odśpiewywać takich piosenek, ani bezcześcić miejsca kultu JAKICHKOLWIEK religii - tak po prostu nie wypada. Ale sądzę, że wszyscy (prócz prawosławnych fanatyków) zgodzą się, że dwa lata kary w łagrze to zdecydowanie za dużo.

Sprawa często jest porównywana, przez media, do procesu Chodorkowskiego, który w ramach pokazu (nazywajmy rzeczy po imieniu) został również skazany i umieszczony w łagrze - nie oszukujmy się, ale cała ta sytuacja związana z "Pussty Riot" jest przedstawieniem dla opozycji, że kiedy Putin im rozkaże muszą grzecznie pójść na "karnego jeżyka" i odsiedzieć tyle ile im się należy.

Krzyczenie, że nie kara jest "nieproporcjonalna" nie pomoże. Opozycja też sama sobie nie poradzi. Nie ma recepty na to, aby demokracja zaczęła się szybciej rozwijać. Nie bez kozery Rosja została umieszczona na 107 miejscu w rankingu opracowywanym przez Economist Intelligence Unit z oceną 4,5 (skala: 0-10). Cały problem siedzi w mentalności, która wciąż nakazuje wspominać z uśmiechem na ustach, że Federacja Rosyjska była imperium w latach 50. Ba! Nie wspomnę już o tym, że jakiś czas temu w sklepach w Moskwie pojawiły się zeszyty z zdjęciem Stalina - w ramach "Wielkie nazwiska Rosji".

Świata nie zmienimy grzecznie protestując i nie zgadzając się z pewnymi decyzjami. Nic nie zrobimy wysyłając listy i przemawiając do publiczności jak bardzo nie podoba nam się pewna decyzja - pojawia się więc pytanie, w jaki sposób możemy zmienić TAKIE decyzje, które w jawny sposób łamią wolność słowa. Dzisiaj oglądając pewną stację informacyjną strasznie zaskoczyło, że policja (jakiś czas temu zmieniono nazwę "milicja" na "policja", aby społeczeństwo poczuło, że nie ma już ZSRR, lecz "demokratyczna" Federacja Rosyjska) wzięła Siergieja Udalcowa (lidera opozycji) pod barki i zaprowadziła siłą do radiowozu - co robił ten pan? Skarżył się "zachodniej" telewizji, że nie zgadza się z decyzją dotyczącą "Pussy Riot" pod gmachem sądu (wśród innych demonstrujących ludzi).
Może gdyby te trzy panie zaśpiewały "Boże chroń Putina", dostałyby luksusowe samochody - jak olimpijczycy z medalami, bądź mieszkanie przy głównej ulicy w Moskwie, jak chirurg, który operował matkę Putina, bądź patriarcha Cyryl I - niestety sądzę, że pomimo tego, iż "Pussy Riot" stały się już ikoną opozycji w Rosji, trzy młode kobiety nie cieszą się na myśl pozostawienia swoich dzieci na dwa lata.

Świat więc jest oburzony, a Putin i tak zrobi to, co uważa za stosowne - ostatnio w końcu opozycja trochę się rozpanoszyła.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Czasami aż wstyd być Polakiem

Wczoraj włączyłem telewizor aby w spokoju obejrzeć jak obchodzona jest 48. rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. Szczerze mówiąc, spodziewałem się takiego zachowania, lecz do samego końca miałem nadzieję, że tak to się nie skończy. Bojówki PiSu nie potrafiły odpuścić premierowi Donaldowi Tuskowi i  musieli wygwizdać prof. Władysława Bartoszewskiego. Czarę goryczy przelało już gromkie klaskanie na widok prezesa Kaczyńskiego.
Zapewne tak samo jak u prezesa Związku Powstańców Warszawskich, Zbigniewa Ścibora-Rylskigo w gardle stanął mi gul - trochę zazdroszczę, że nie wie (lub nie chce wiedzieć) dlaczego na cmentarzu jakaś hołota wygwizduje przedstawicieli rządu polskiego.

PiS broni się, że nie mają nic wspólnego z buczącymi chuliganami - nie bądźmy naiwni - tyle samo nie mieli wspólnego co z fanatykami broniącymi krzyża pod pałacem prezydenckim. Jest mi wstyd, że mamy w Polsce taką opozycję, i że mają tak wysokie poparcie - piękno demokracji?

Prezes Zbigniew Ścibor-Rylski apelował aby w tym roku pod pomnikiem nie doszło do żadnego (tutaj brakuje epitetu "żenującego") incydentu - "Dla Nas, powstańców warszawskich, żołnierzy II Wojny Światowej, jest to bardzo bolesne. Uszanujmy pamięć tych wspaniałych dziewcząt i chłopców, którzy oddali swoje życie za wolność i niepodległość swojej ukochanej ojczyzny" - dodał też, że cmentarz "nie jest miejscem do wygłaszania politycznych poglądów" - a Jego przemówienie zostało przyjęte oklaskami.
Mam dziwne przeczucie, że z entuzjazmem klaskały też osoby, które chwilę później buczały i gwizdały na widok premiera i jego współpracowników.

wtorek, 31 lipca 2012

Powstanie - Warszawskie czy Polityczne?

Zastanawiając się nad jakością polityki zrozumiałem, że w Polsce w dużej mierze opiera się ona na historii.
Jest to bardzo dobrze widoczne właśnie co roku w okolicach 1.08. gdzie zarówno prawica jak lewica musi się wypowiedzieć na temat powstania.

Zastanowiłbym się na czym polega ten fenomen?
Oczywiście - jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi albo o sex, pieniądze lub sławę - a jak ktoś jest sprytniejszy to o wszystkie te rzeczy na raz. Ciężko połączyć jednak Powstanie Warszawskie z seksem lub pieniędzmi - dlatego skłaniam się do teorii, że jest to subtelny sposób na zdobycie władzy.

Już w szkole podstawowej uczono, że Powstanie było potrzebne, że walczono o Naszą stolicę, wolność i o nasze idee.
Ostatecznie nie da się jednak ukryć, że wolność była umowna, i w rzeczywistości suwerennym państwem staliśmy się niecałe pół wieku później w 89, idee natomiast paliły się równie pięknie jak Warszawa.

Kłótnie pomiędzy politykami - czy powstanie było potrzebne czy nie, w mojej ocenie są zupełnie bezsensowne. Oni nie mają najczęściej na ten temat zielonego pojęcia - powinni zostawić takie dyskusje historykom - Powstanie Warszawskie wybuchło - tego nie zmieni nic.

Powinniśmy więc zapomnieć o graniu przed kamerami i rozwijaniu swojej kariery politycznej tudzież udawaniu, że jest się mądrzejszym od grona znajomych mówiąc o Powstaniu fakty bardziej lub mniej prawdziwe. Nie powinniśmy się kłócić, czy godzina W. była potrzebna, czy była niewypałem jak większość historycznych powstań. Pierwszego sierpnia powinniśmy przez chwilę pomyśleć o ludziach którzy zginęli w Warszawie walcząc o stolicę. W rzeczywistości walka o miasto była tylko metaforyczna - chodziło przede wszystkim o wolność. Wolność Pokolenia Kolumbów jak i wolność przyszłych pokoleń. O to, że nie byli, zwykłymi owcami rodem z "Folwarku zwierzęcego" Orwella.

Korzystając z okazji tego święta narodowego apeluję abyśmy jednocząc się choć w tym jednym dniu zapomnijmy o tym czy reprezentujemy prawicę czy lewicę i uhonorowali śmierć ludzi, którzy zginęli w 1945 roku za Nas - za to abyśmy mogli się teraz pięknie różnić - szkoda tylko, że tego nie potrafimy.

Dlatego ja pójdę na cmentarz - zapalę kupiony przed wejściem znicz, pewnie wezmę psa na spacer do lasu, może spotkam się ze znajomymi, a na koniec dnia włączę telewizor, lecz nie po to aby oglądać kłócące się "mądre głowy", ale po to żeby zobaczyć Madonnę - nie przeszkadza mi jej koncert, ponieważ ja obchodzę rocznicę Powstania Warszawskiego tak, jak ja chcę - i nikt mnie do niczego nie zmusi.