Nowy program edukacyjny został wprowadzony razem z drugim września (w tym roku kwiat tego narodu miał jeden dzień wakacji dłużej).
Ale cóż to za kwiat kształcimy?! Pięcioletni chłopczyk schylający się po kwiatek i opowiadający o tym jakiej szminki użyje. Dziewczynki natomiast porzuciły już lalki i robiły wyścigi dookoła piaskownicy po czym jedna uderzyła drugą, bo ta oszukiwała. Oto co ja zobaczyłem przed oczami czytając artykuł na temat nowego programu wychowawczego dla przedszkoli.
Naprawdę jestem tolerancyjny, ale to przekracza moje najśmielsze granice wyobraźni. Rozumiem i zgadzam się z tym, że pewne nierówności są między facetem a kobietą, to widać na pierwszy rzut oka. Ale to nie tylko dlatego, że ona ma waginę, a on fallusa. Tylko dlatego, że od setek lat facet jest ciut większy i silniejszy niż piękniejsza strona naszego świata. Dlatego, to kobieta mężczyźnie oddawała rolę łapania zwierzyny - ona natomiast najlepiej pod słońcem ją gotowała dla całej armii bachorów - którą facet, jako (nie ma się co oszukiwać) duże dziecko, nie mógłby wychować bo wszyscy by się pozabijali podczas pierwszej zabawy.
A. Dzierzgowska, J. Piotrowska oraz E. Rutkowska nawoją: "Ideałem byłoby pewnie aseksualne przedszkole, w którym płeć nie istnieje, wszystkie dzieci są dla siebie "kolegami", a słów "chłopiec" czy "dziewczynka", "ona" lub "on" nie używa się wcale".
Wtfaaak?! Jak się nie używa wcale? Płeć jest - i tego nic nie zmieni. Od zarania dziejów! Bóg stworzył kobietę "Ewę" i mężczyznę "Adama". Natura stworzyła chromosomy XX oraz XY. Tego się nie da zmienić. Tak samo jak to, że nikła ilość chłopców lubi malowanie lalek i tak jak większość woli kopać piłkę. Od najmłodszych lat dla dziewczynek chłopiec jest "fuj". Najważniejsze jest jednak zachować jakąś racjonalność w tym wszystkim - jeżeli chłopiec chce się dołączyć do dziewczynek w pieczeniu ciasteczek - niech się tam do cholery bawi. Być może albo jest zniewieściały, albo jestem gejem, albo po prostu jest 100% samcem, który do cholery lubi gotować!
W pewnym przedszkolu Krakowskim przeczytano dzieciom bajkę w ramach "zrównywania płci" - gdzie Królewicz zamiast w Księżniczce zakochał się w... Księciu - dzieci zaskoczone wyborem doszły do wniosku, że prawdopodobnie wybrał go ponieważ był on przebrany za Królewnę.
Jak wspomniałem - jestem dość tolerancyjny, znam kilku homoseksualistów i są to naprawdę świetni goście, inteligentni z dobrymi ocenami na uczelni - ale dla mnie modelem rodziny zawsze Mama i Tata - tak już stworzyła nas natura i tak natura nie pozwoliła na to by w inny sposób urodzić potomstwo - temat Ich wiązania się ze sobą - zostawiam ich wyborowi. Tak długo jak Oni nie wciągają mnie do łóżka, ja nie zaglądam im w cztery ściany.
Pani Aniu, Joanno i Ewo - cieszę się, że tak dbacie o rozwój dzieci, o to aby były równe sobie, lecz mówienie, że płci nie ma oznacza, że muszą się panie jako pierwsze cofnąć do przedszkola. To że prawdopodobnie dawno nie miałyście styczności z facetem nie oznacza, że jesteśmy tacy źli. Czasami warto zostawić przeszłość, związaną prawdopodobnie z brakiem orgazmu, i pomyśleć kto wnosi wam torby po schodach, kto pracuje w kopalniach i kto dla Was - piękniejszej strony świata - pisze romantyczne wiersze. Kto jak nie czterech facetów z gitarami śpiewało "Najpiękniejsze są polskie dziewczyny", kto przesuwa kanapę przy każdym waszym pomyśle na przemeblowanie. Choć gdy widzę zdjęcia dwóch z tych pań - to rozumiem przynajmniej frustrację związane z brakiem darmowego termofora w łóżku. Z takimi pomysłami, bez papierowej torby na głowie i takim kastracyjnym podejściem do facetów - nie ma co liczyć na to, że ktoś może się po prostu przytulić w zimowy wieczór.
Bez problemu zgadzam się z tym, że edukacja seksualna jest potrzebna, ale do cholery nie w przedszkolu! Dzieci pierwszą PRAWDZIWĄ styczność pewnym "nasionkiem" seksualności poznaje tak naprawdę w szatni w szkole podstawowej przed wuefem. I myślę, że dopiero wtedy możemy mówić o próbach wytłumaczenia czym jest wagina, a czym siusiak. By takie dziecko nie kajało się za to, że nagle coś dziwnego się dzieje z organizmem. Tłumaczenie tego w drugiej połowie podstawówki i zakończenie w gimnazjum powinno uświadomić takie dzieciaki czym jest seks w innym aspekcie niż "Tatuś i Mamusia tak mocno się kochają, że przytulają się do siebie". Wspomnienie na początku szkoły ponadgimnazjalnej, gdzie dzieciaki czasami miały już kontakt z płcią przeciwną (niektórzy już seksualnie) inni poprzez pocałunek bądź szukanie zalążku biustu u takiej młodej damy, powinno już tylko przypomnieć o zabezpieczaniu, przyjemności i konsekwencjach uprawiania miłości (jak ja nie cierpię tego określenia - uprawiać? Co? Miłość? Uprawiać jak rolnik rolę - bo mnie z tym kojarzy się słowo "uprawa" - jak rolnik na traktorze jedzie orać swoje pole). Ale nauczenie zakładania siedmiolatka prezerwatywy - nie spowoduje, że będziemy mieli świadome i nowoczesne społeczeństwo. Na prawdę myślę, że to jest jak z wiarą w Świętego Mikołaja. Jest okres, gdzie dziecko w niego wierzy i taki, który rozumie, że rodzicom też trzeba kupić prezent pod choinkę. Na wszystko jest czas - dzieci w przedszkolu uczy się podstaw zachowań społecznych. Nie kradnie się zabawek i kredek, nie bije się, czeka w kolejce na huśtawkę - uczy się przede wszystkim szacunku wobec innych dzieci/ludzi. Nie chłopca wobec dziewczynki, nie dziewczynki wobec chłopca - tylko dzieci. I nie powinniśmy z tego powodu popadać w skrajność.
Na świecie jest dziewczynka i jest chłopiec (nie wchodźmy w szczegóły) - są więc różne płci i żadna chora feministka (polecam sprawdzić definicję feminizmu - ponieważ tutaj to słowo nie pasuje do pomysłu tych pań), żaden też szowinista też tego nie zmieni. Nie możemy zabierać dzieciom płci. A co najważniejsze. Nie powinniśmy zabierać rodzicom konstytucyjnego prawa wychowywania dzieci - art.48 oraz art.53 - mówiące kolejno:
"Rodzice mają prawo do wychowywania swoich dzieci zgodnie z własnymi przekonaniami [dalej w skrócie ma to uwzględniać jego wolność wyznania, sumienia i przekonania]"
"Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami".
Kiedy usłyszałem o tym projekcie dzisiaj po raz pierwszy, myślałem, że jest to kiepski żart, po przeczytaniu sumy dofinansowania przez UE oraz aprobatę pani minister K.Szumilas (MEN) załamałem ręce. To nie jest żart - to jest wprowadzenie do życia szalonego scenariusza Latającego Cyrku Monty Pythona, gdzie paroletni chłopcy w sukienkach przypalają jajecznicę, pucują na klęczkach podłogę, a dziewczynki zmęczone po całym dniu pracy w kopalni wyciągają nogi, sięgają po piwo i znad gazety oglądają mecz - i mam nadzieję, że to tylko moja chora wyobraźnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz