poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Sen jest dla słabych?

Rzekłbym, że sen jest dla słabych - coś w tym może być... przez ostatnie dwa lata powtarzam to na każdym kroku popijając kolejną szklankę whiskey, ewentualnie upijając łyk piwa.
Ale dopiero dzisiaj uświadomiłem sobie zupełnie inne znaczenie tego co mówiłem. I to nie dlatego, że jako młody człowiek powinienem czerpać z życia garściami - jak zawsze do tego podchodziłem. Wiem po prostu, że w śnie nie grozi mi nic złego. Jak przyśni mi się koszmar to z niewielkim bólem obudzę się rano i sięgnę po wymiętoloną paczkę papierosów leżącą na stoliku obok imitacji łóżka. Wolę jednak w moim legowisku rozciągnąć się - ewentualnie przytulić do przedstawicielki płci przeciwnej - i zasnąć z myślą, że przyśni mi się coś miłego.

To jest strasznie drażniące, gdy z każdym kolejnym dniem uświadamiam sobie jak bardzo nie lubię "FB", jak nie cierpię gdy ktoś w moim towarzystwie przegląda "Twittera". Czuję się się wtedy jakbym próbował robić krok do przodu - wyprzedzić to wszystko... z rozpaczą patrząc jak samemu ugrzęzłem codziennie wchodząc na niebiesko-biały portal społecznościowy. Może naprawdę przy kolejnym przypływie gotówki zakupię sobie maszynę do pisania, a laptopa schowam gdzieś pod ubrania i będę starał się o nim zapomnieć? Bawi mnie po trochu ta hipokryzja, chyba za bardzo lubię się też dzielić własnymi przemyśleniami - jak na tym cholernym blogu!?

Całkiem niedawno, ktoś mi przypomniał jak niegdyś byłem pełen romantyzmu. Zawsze mi to imponowało - w literaturze nie cierpiałem pozytywizmu: "Ciężka praca wyzwoli Nasz piękny kraj" - Gówno prawda! Po dwustu latach jedyne co się zmieniło, to to, że zamiast walczyć z zaborcami zwalczamy samych siebie. Kapitaliści w stylu pozytywistów - wyścigiem szczurów. Romantycy natomiast zamiast chwytać za szablę i karabin - łapią za kastety, maczety i szaliki swojej ukochanej drużyny.

W liceum imponowali  mi romantycy z XVIIIw. - gotowi w każdej chwili zginąć lub napisać wiersz dla swojej ukochanej. Lecz dopiero niedawno myśląc nad odpowiedzią pomyślałem, że nie jestem już cholernym romantykiem, odszedłem też chyba od zarzucanego mi dekadentyzmu... po prostu we mnie są ogromne pokłady niespełnionego romantyzmu - którego nie mam komu przelać... przelewam więc butelkę, a romantyzm na papier.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz