środa, 26 lutego 2014

Koty zawsze maja dobry seks - sinusoida życia - badania amerykańskich naukowców na temat biustu.

Człowiek budzi się rani i nagle wie, że życie nabrało rozpędu. Patrzę za okno popijając sobie kawę i słyszę drące się koty. Jedna kotka ucieka, a za nią zapieprza pięć innych. Cóż, kiedy porównam ta sytuację do ludzi - nie jestem w stanie sobie wyobrazić sytuacji, aby jedna gimnazjalistka odmówiła swoim kolegom. Wydaje mi się, że natura jakoś ostatnio przyspieszyła. Wiosna wcześniej przyszła (koniec końców, mamy jeszcze luty), a koty zamiast hałasować w marcu, zaczęły szaleć z okazji walentynek. Przez uchylone okno słyszę jak się drze. Delikatnie podnoszę brwi, przymykam okno i pogłaśniam album "L.A. Woman"... Ale tak naprawdę nie do tego dążę.

Po ostatnich zdarzeniach z mojego życia zwróciłem uwagę na jedną rzecz. Życie jest jak taka sinusoida - wiem, że to jest dziwne, że humanista, który od czasów podstawówki musiał się bronić i walczyć o ocenę mierną z matematyki używa takiego porównania, ale chyba mogę to zrzucić na grono umysłów ścisłych, z którymi od jakiegoś czasu utrzymuję kontakt. Od dłuższego czasu nie jestem w stanie wylać na papier ani jednego słowa. Mam nadzieję, że to nie jest złudna nadzieja, że jeżeli w końcu uda mi się tutaj cokolwiek opublikować, to zmieni się moje podejście do tego problemu. Prócz tego, że ruszyłem z licencjatem oraz, że mój "kubek z kawą" nabrał... nazwijmy to bardziej cielesnych kształtów, tak między bogiem, a prawdę moje życie chyba od dłuższego czasu stoi w miejscu. Myślę, że tak naprawdę trzeba walczyć o swoją przyszłość i bez względu na to jak nisko na sinusoidzie życia  możemy się znaleźć, trzeba potrafić podnieść głowę i szukać wyjścia z sytuacji. W innym przypadku chyba nie ma co marzyć o tym, aby wyrwać się z emocjonalnego kanionu. Patrzę na kawę i tak sobie myślę, że dawno widziałem tak samotnej kobiety.

Nie mówię o takich patetycznych bzdurach typu: "Spójrz jak te pieprzone słoneczko ładnie nam świeci", bądź jeszcze bardziej irytujące teksty o śpiewających ptaszkach. W takich momentach człowieka bardziej irytują takie rzeczy aniżeli w jakikolwiek pocieszają. Kurwa, to jest jakby ktoś poszedł do Magika i powiedział: "Nie skacz" - szczerze? Na jego miejscu prawdopodobnie skoczyłbym dla przekory samej w sobie. Ale dość tego, bo jeszcze ktoś to w końcu wykorzysta przeciwko mnie.

Wydawałoby się, że to prawda znana od wieków, w końcu każdy wie, że takie atrakcje jak cycki działają na męskie ciało. Zwiększona pojemność płuc? Wyostrzona spostrzegawczość? Szybsza praca mózgu? Nic z tego moi drodzy - patrzenie na kobiecy biust sprawia, że się uspokajamy, nasze ciśnienie krwi obniża się, tętno staje się wolniejsze, a nasze arterie czystsze i bardziej przepustowe. Wielu z Was przeciera pewnie teraz oczy ze zdumienia: przecież powinno być odwrotnie - nerwowe podniecenie, skok ciśnienia i przyspieszenie tętna. Odpowiedź w mojej ocenie na to jest prostsza - mamy za mało krwi w mózgu. Nie będę ukrywał, że niezwykle cieszą mnie wyniki badań owych "amerykańskich naukowców". Teraz w końcu mam na prawdę dobrą odpowiedź, na to dlaczego nie patrzę "jej" w oczy.

Ostatnim dużym łykiem dopijam kawę, jaka mi została, patrzę przez odsłonięte firanki na świat skąpany w ciepłych promieniach słońcach. Patrzę na dno kubka i myślę, że nie tylko wiosna przyszła wcześniej w tym roku - cały świat przyspieszył, zwariował i wydaje się być opętany w chocholim tańcu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz