"Na zachodzie", gdzie jak wiadomo wszystko jest lepsze, ogórki są bardziej zielone, cytryny bardziej kwaśne, chleb bardziej chlebowy - Halloween jest czymś całkowicie normalnym - nieodłączną tradycją, o której mali grubi amerykanie myślą już pod koniec lata, rozmawiając o przebraniu z rodzeństwem pomiędzy przełykaniem frytek, a dobieraniem się do pizzy.
W Polsce całe to Halloween brzmi jeszcze trochę egzotycznie - choć młodzież zaczyna przyswajać sobie to święto. Szczerze mówiąc, gdyby do mojej furtki zapukała gromadka dzieci przebrana za kościotrupy, księżniczki czy wampiry - poszczułbym ich księdzem. Naprawdę nic nie mam do tego "Twilight" - nie jestem ani za, ani przeciw - po prostu jakoś mnie to święto "nie bawi".
Moje pierwsze dramatyczne skojarzenia z tym "horrorowatym" świętem mam już z podstawówki, gdzie na głównym korytarzu porozstawiane były gnijące dynie - które zamiast wycinać, korzystano z markera aby nadać im "twarzom" coś na styl charakteru - Ci co byli sprytniejsi korzystali z takich żelek w kształcie oczu, co nie zmienia faktu, że ściany udekorowane w nietoperze z wycinanek (Zubat wyglądał straszniej), kościotrupy niczym z bajki Disneya z lat 30... wyglądało to strasznie... kiczowato. I tak właśnie moja szkoła z (tak myślę) całkiem radosnego i sympatycznego święta, zrobiła papkę - w której każda klasa musiała wystawić swojego zawodnika w "najlepszym" przebraniu. Być może mam taką awersję do tego, ponieważ stałem przebrany w pidżamę z poduszką (przebrany za Śpiocha) i przegrałem z chłopakiem ze starszej klasy, który patriotycznie założył szalik i czapkę reprezentacji Polski. Nie wiem czy jury się bało skandalu, że szkoła nie propaguje postawy patriotycznej, czy zostali po prostu przekupieni.
Mimo wszystko, nie o to mi tak naprawdę chodzi - dzisiaj będąc w podróży słuchałem radia, gdzie młodzież opowiadała jak się bawią, robią sobie maratony strasznych filmów etc. Strasznie jednak brzmiały głosy (i o dziwo wcale nie były to głosy starszych pań, które bez przebrania mogłyby chodzić i krzyczeć "cukierek albo psikus", lecz również młode osoby tak się odzywały co mnie strasznie zaintrygowało), że to jest papka niedouczonego społeczeństwa z zachodu, asymilującego się u nas - na polskiej ziemi splamionej krwią przodków.
Rozumiem, że Polacy mają kompleks "tradycji i historii", że w Polsce jest tradycja, abyśmy wszyscy zgodnie chórkiem łkali nad grobem naszego przodka i opowiadali o wspaniałej śmierci jakiegoś herosa z któregoś z powstań. I tak cała dyskusja nad Halloween przeistoczyła się w problem natury religijno-patriotyczny.
A przecież tak naprawdę nie o to chodzi - mnie osobiście wisi i powiewa to czy dzieciaki się przebierają czy nie, czy rodzice puszczają takie dzieciaki nie martwiąc się o to czy te dzieci nie zgwałcą jakiegoś pedofila przebranego za... dobra koniec z żartami na temat kościoła. Czy te dzieciaki nie zostaną gdzieś porwane i skrzywdzone. Patrząc na to jak to wygląda np. w USA - uważam, że sama idea jest całkiem ciekawa i atrakcyjna - straszne jest to, że w Polsce jest tendencja do tego, aby nasze święta były smutne i patetyczne. Smuci mnie też to, że coraz trudniej jest mieć po prostu własne zdanie - niepodparte żadną ideologią, religią bądź poglądami politycznymi. I najstraszniejsze w tym całym Halloween jest to, że ludzie nie mają żadnego dystansu do siebie - ja nie widzę żadnego problemu, aby dzisiaj się śmiać i radować, jutro oddać cześć przodkom. Przecież tutaj chodzi o pamięć.
Powieściopisarzem z pewnością byłbyś dobrym.
OdpowiedzUsuń