W moich słuchawkach wydał się krzyk wokalisty "IA KAMPA!", na środku pustego parkingu również. Pomyślałem sobie, że to nawet całkiem nieźle brzmi i warto o tym napisać - wtedy z tyłu głowy odezwał się swego rodzaju lęk. Tak! Myślę, że to co czuję do pisania, od jakiegoś czasu - to właśnie lęk. Że usiądę i znów nic nie napiszę. I tak od ostatniego wpisu.
Człowiek parzy sobie kawę, otwiera laptopa rozsiada się wygodnie, zapisuje pierwsze trzy zdania, o których myślał przez ostatnie trzy godziny, a później usuwa - widząc jakie są bzdurne. Później szuka się weny w internecie, muzyce... i kończy jak kończy - ostatnią jednak iluzją, że coś się robi pozostaje (smętnie przypominając) biała ikonka z niebieską otoczką i tytuł widoczne na pasku zadań. Rzucam okiem na pasek, niby tylko na chwilę, aby przejrzeć co się tam znajduje i przez ułamek sekundy zatrzymuję się na pliku ".doc" - lecz wydaje się jakby to trwało wieczność. Chwila przemyślenia: "Znowu nic nie zrobiłem" - i wyłączam plik tekstowy. Ale nic się przecież nie zmieni, jeżeli w końcu nie usiądzie i zacznie pisać.
A później się zaczęło - patrzę na brązowe kartony w kącie pokoju, w których popakowałem już część rzeczy. Nagle poznajdywały się rzeczy, które zaginęły trzy lata temu; stos "miedziaków, które wylądowały w skarbonce na nowy adapter, notatki z pierwszego roku, z drugiego roku i z cholera wie skąd jeszcze, naklejki z WOŚPu i Woodstocku, wyrwany artykuł o historycznych koncertach "w plenerze" i fragment chusteczki na której widniał napis: "cierpię na bradykardię". Coś o czym zapomniałem wieki temu, pamiętam jednak scenę, że zapytałem w McDonaldzie w którymś z centrów handlowych:
- Co to znaczy?
- Wolne bicie serca - odpowiedziała jakby to było coś oczywistego.
Pamiętam wtedy, nie przytaczając kontekstu, że pytałem o sytuację czysto uczuciową. Nie ma chyba lepszego momentu na takie wspominki, niż powoli kręcąca się płyta "Tales of Mystery and Imagination" i przegrzebywanie dawno już zamkniętych szafek. Trzeba wtedy myśleć o tym, że nie weźmie się ze sobą stosu korków po winie, które dumnie leżały w rządku na półce i potwierdzały moje uczucia wobec krwistoczerwonego trunku. Przecież te wina wypiłem w tym miejscu, po co je taszczyć gdzie indziej? Pewien okres już minął i nie ma sensu go ciągnąć - nie wiem czy powinienem "obalić, niczym pomnik przeszłości" (obaliłbym inne rzeczy) - czy jak to mówi sir A. Ferguson - "przeszłość trzeba pielęgnować, ale nie można nią żyć". Nie wiem czy jest to najlepszy mentor, ale cytat mi się podoba.
Znalazłem też plakat (jest to rentgen adapteru do winyli), który kupiłem rok temu i wciąż nie powiesiłem mimo tylu planów. I jeszcze został plakat przedstawiający okładkę "The Dark Side of The Moon", który tyle razy obiecywałem "przekleić" na prostopadłą ścianę i też tego nie zrobiłem. Rozglądam się i myślę, że to niemożliwe, że przyjechałem ledwie z jedną torbą i krzesłem obrotowym. Teraz doszedł karton książek, stos czarnych krążków i elektronika i pokrowiec kijem do unihokeja, kiedy jeszcze uprawiałem inny sport niż emocjonujące szachy i dziki seks.
Karton z makulaturą patrzy na mnie z błagalną żałością - teraz ważą się jego losy. Los zapakowanych w karton notatek z uniwerku, brulionów, rysunków i szkiców - czy te kilka ciężkich kilo wyrzucić czy zabrać ze sobą. Brzmi to trochę jak walka pomiędzy sentymentem a brutalną rzeczywistością.
W rzeczywistości to nie ma tutaj żadnego problemu. Trzeba się po prostu spakować i wysprzątać po sobie szafy zwracając uwagę na to, aby przy okazji pozbyć tego co zbędne. Myślę jednak, że w całej tej próbie bycia kimś dojrzałym i podejmowaniu logicznych decyzji, miło jest na sekundę się zatrzymać i wspomnieć niektóre mniej lub bardziej zabawne historie. Zabunkrowana butelka alkoholu wygląda z kartonu i zachęca mnie abym odłożył na bok bezlitosną rzeczywistość i usiadł, aby jeszcze raz w spokoju spojrzeć na to co tutaj zostawiam. I powiem wam szczerze, że jak to wszystko wspominam: co przeżyłem i czego doświadczyłem w tym czasie, to z uśmiechem podchodzę do tego kartonu i wyciągam kanciastą butelkę, bo jestem z tego zajebiście zadowolony. I żałuję tylko tych rzeczy, których się zbyt bardzo bałem aby je zrobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz