Dwa lata. Długie niczym wieczność - minęły jak oka mgnienie.
Sorbet bananowo-kiwiowy. Taki smak miał ten weekend, spacer ciepłym słonecznym popołudniem i wydawałoby się, że nie może być nic słodszego pod słońcem. Nawet moja kawa, chociaż bez ani grama cukru - w ten weekend wydawała się niezwykle słodka.
To chyba dlatego, ze wszystko było przyprawione przez Panią Jeziora.
Może i poranki były gorzkie przy tym wszystkim, ale gdy tylko rano wskoczyłem do łóżka, gdy tylko spojrzałem na burzę włosów i w Twoje niewyspane oczy, zza chmur od razu wyłaniało się słońce. Niczym niespełniona obietnica, przepowiednia bez przyszłości, a przecież przyjeżdżając wiedziałem, że do paleniska iskry już nie wracają.
Wydawałoby się więc, że nic nie może mnie ruszyć po tych wszystkich doświadczeniach. Że mój pancerz odbiłby każdą strzałę wystrzeloną w moim kierunku. Wydawałoby się więc też, że każdy kolejny łyk słodkiego drinka z gorzką wódką otępi mózg i pozwoli łatwiej zasnąć. Nieprawda. Wzmacnia rzeczywistość - wzmagając emocje, zabiera sen i łamie każdy płat mojego metalowego pancerza. Emocje rwą się niczym wystraszony koń na wodzach, nogi wyskakują ze strzemion, czuję każdy napięty pod sobą mięsień i chociaż wiem co się zaraz wydarzy nie jestem w stanie, nie potrafię, w żaden sposób zareagować - jednak nie przeraża mnie widok zbliżającej się ziemi, szczerze mówiąc nie mam siły nawet zastanowić się jak mocno mnie to poturbuje.
To i tak nie jest już ważne.
Kłamałem mówiąc, że nie jestem uzależniony - nie potrafię skupić myśli na książce, nie jestem w stanie oglądać filmu. Tylko krople deszczu powoli spływające po szybie wyrywają mnie z marazmu i pozwalają chociaż na chwilę zapomnieć.
Nadszedł czas zapłaty za moją zuchwałość oraz kłamstwa - a ten gorzki dług trzeba spłacić samemu.
Oszukując sam siebie patrzę na telefon, ale ten nie dzwoni - nie jestem tym szczególnie zaskoczony. Przecież wiem, że szybko nie zawibruje i zdaję sobie sprawę, że człowiek nie powinien sam siebie tak okłamywać. Ale tak jest po prostu łatwiej wytrzymać w przeraźliwie cichym mieszkaniu. Jedynie echo naciskanych klawiszy jest znakiem, ze ktoś tutaj żyje - przynajmniej w fizycznym tego słowa znaczeniu.
Atramentowa noc wypełnia wszystkie zakamarki mojego serca i filozofii.
Miałem nadzieję, że już nie pojawię się na peronie drugim, że już nie będę czekał na pociąg wracający do Rock City. Ale szczerze mówiąc myślałem, że jeżeli już się tutaj pojawię będzie to bardziej bolało. Słyszałem, że alkohol znieczula, że ironia pozwala zdystansować się od bólu - ale powiem Ci szczerze, że to nieprawda.
Nie mogłem oderwać od Ciebie wzroku, od Twojego ciała, od dłoni, Twoich oczu - Twoje kroki rozchodzące się po domu, chichot z żarcików i poprawianie opadających włosów. Cała Twoja naturalność przy tym była tak niewinna i urocza, jednocześnie byłaś przy tym wszystkim zapierająca dech w piersiach i seksowna, że przypomniałaś mi dlaczego właśnie Ty jesteś Panią mojego Jeziora.
Jeżeli szczęście można kiedykolwiek policzyć i zmierzyć - to czułem je kiedy tylko usiedliśmy naprzeciw siebie.
Nie potrafiłem opisać wtedy tego ciepła, które poczułem gdy przyglądałem się krzątającej Tobie po kuchni.
Nie wiedziałem czym jest to ciepło, które koiło duszę i serce - ale teraz już wiem.
Rozpaliłaś we mnie płomień, Kochanie - mogę sprawić, że cały świat spłonie.
Przekazałaś mi energię i chęć do działania - chcę więc zmienić bieg historii.
Jestem gotów wskoczyć do ostatniego pociągu w kierunku Tybetu.
Byłaś moją Muzą przed dwoma laty, i najbardziej "słodka" po tym weekendzie jest świadomość, że wciąż jesteś moją inspiracją.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz