wtorek, 2 sierpnia 2016
Pokemon GO - dlaczego nie gram?
W Pokemon GO gra teraz prawie każdy - w gruncie rzeczy, społeczność świata podzieliła się na tych, którzy, łapią stworki i chwalą się jakie mają zajebiaszcze pokemony, oraz na tych którzy ich wyśmiewają i całkowicie negują nową modę. W końcu bieganie z telefonem po krzakach szukając wykokszonego Magmara, jest dziecinne - szczególnie jeżeli masz prawie 30 lat na karku a skórzane jasne buty nie zostały kupione z myślą o przedzieraniu się przez błoto.
Jeżeli mówimy o mnie - nie zbliżam się za szybko do 30 - a od jakiegoś czasu moje buty odetchnęły z ulgą. Nie szukam już Magmara (bo mam), ale wspomniana gra zaczyna zbierać kurz w moim telefonie.
Można się zastanawiać, co w takim wypadku zmieniło moje podejście - w sumie o 180'? Przecież już od roku na bieżąco sprawdzałem jak się toczy proces tworzenia, wszystkie plotki i ploteczki - byłem na bieżąco. Koniec końców jestem jednym z tych dzieciaków, które dłużej zostawały w świetlicy szkolnej (po lekcjach) aby z zapartym tchem oglądać przygody Asha z Pikachu, Brocka oraz Misty (ah.... ta moja ruda miłość w króciutkich szortach) trzymającą w dłoniach Togepi.
Powodów jest kilka.
Niantic (kuźnia odpowiadająca za tą grę) zapomniała chyba co tak na prawdę stworzyło siłę pokemonów. I chociaż seria była sygnowała hasłem "ZŁAP JE WSZYSTKIE!". To jednak nie to stworzyło siłę Pokemonów. Jedyne co powodowało, że moja Nidoqueen była najlepsza ze wszystkich to nie było kwestią tego, że złapałem ją mającą xxxCP gdzieś jadąc tramwajem.
Po prostu kiedy na swoim GameBoyu widziałem Nidorana♀ na 3 lvl. to trenowałem go, walczyłem z nim - i nie wymieniałem go po 24 godzinach bo widziałem lepszego pokemona, nie mówiąc już nic o jakimś cholernym przerabianiu tych słodkich stworków na ciasteczka, a później zmuszanie te najsilniejsze do zjadania tych przysmaków - nie wiem czy czymś takim nie powinna się zainteresować jakaś organizacja broniąca praw kieszonkowych potworków.
Teraz gracz na początku wybiera (zgodnie z klasyką) jednego ze starterów i marzy sobie, że będzie miał w przyszłości Blastoisa, albo Charizarda. A tutaj kupa. Bo jedyna możliwość trenowania takiego pokemona, to dorwanie go, przerobienie na ciasteczka i "pompowanie" najsilniejszą wersję Bulbasaura/Squirtla/Charmandera. Co się dzieje ze starterem? O którym marzył każdy mały chłopiec 15 lat temu? Zgadliście - wysłany do dr. Willowa (taka inna wersja Oaka) i przemielony w maszynce na ciasteczka - i tak zamiast przyzwyczajać się do swojego pokemona, dbać o niego i trenować go - wymieniamy na lepszy model - i tak nikt nie lubił Garego, a dzisiaj większość miłośników gry zachowuje dokładnie tak samo jak nemezis Asha Ketchumpa.
Ale to była kwestia przyzwyczajenia - nadawanie imion Pokemonom, walczenie nimi, pewien smutek jeżeli ten pokemon (miał być przecież najlepszy na świecie) zginął w labiryncie w drodze na Ligę.
W żadnym wypadku nie chcę negować tutaj Pokemon GO - jest to ciekawa gra, wykorzystująca "rzeczywistość rozszerzoną".... bla-bla-bla. Złapanie ich wszystkich jest fajne, to jest bardziej kolekcjonerskie podejście do gry, taki "fun" z możliwości złapania swojego własnego Pokemona.
Ta gra miała przecież być realizacją idei, której nie dało się wprowadzić na przełomie wieków. Nie każdy wtedy miał kabelek przy swoim GameBoyu, a teraz każdy ma internet w telefonie i w gruncie rzeczy bez ograniczeń można się łączyć z innymi trenerami. Jednak wciąż nie wprowadzono możliwości wymiany i walk z innymi trenerami.
Apropo walki - bo tutaj Niantic całkowicie dał dupy.
Może po prostu jestem spaczony poprzez granie na moim GB Advance. Ale kiedy walczyło się z innymi trenerami - trzeba było wysilić swoją mózgownicę. Ta gra nie polegała na dynamice, lecz przemyślanych krokach, użyciu odpowiednich umiejętności w kolejności turowej.
Jest Twój Pokemon, przeciwny Pokemon, macie w zestawie 4 umiejętności (wcześniej ustawione, bez możliwości robienia zmian) i nieograniczony czas (nie licząc żywotności baterii) na przemyślenie strategii.
Weźmy teraz dla porównania najpopularniejszą wersję kieszonkowych potworków - Pokemon GO. Jaka jest zasada walki? Klikaj jak najszybciej najszybciej najszybciej - w ten sposób używasz podstawowych ataków. Po czym jak Ci się naładuje specjalny pasek - przytrzymaj palec i masz super zajebisty cios. I tyle, teraz musisz naładować pasek a żeby to zrobić musisz klikać jak najszybciej.
Na samym początku zastanawiałem się jaka będzie ta gra - cieszyłem się jak 12-letnie dziecko, dla którego boże narodzenie przyszło wcześniej. Pokemony są po prostu bardzo mocno związane z moim dzieciństwem, gdzie zbierałem kapsle, karty i kibicowałem Ashowi.
Gra sama w sobie jest fajna, przyjemnie wygląda, super że udało się przenieść chociaż trochę tą ideę złapania pokemonów, które czekają za rogiem pobliskiego sklepu.
Ale gdzieś w tym wszystkim Niantic pogubiło się i poszło na skróty - nie wiem co złego było w określaniu mocy Pokemona na zasadzie levela, zamiast Combat Power?
Całkowicie zapomnieli o historii. O tym, że pomimo zapełniania Pokedexa, to 6 najmocniejszych stworków na swój sposób kochało się, opiekowało się nimi, nadawało imiona i trenowało do ostatniego trenera, który jeszcze chciał z nami walczyć. Co mi po Metapodzie, skoro muszę złapać jeszcze takich 100 (i wymienić je na ciastka) zanim ze swojego 101 będę miał swojego wymarzonego Butterfree?
Jaka jest tego wszystkiego puenta? Chyba żadna. Nie chodziło mi tutaj o żadną puentą - bo co kogo obchodzi, czy będę grał czy może nie. Ale na pewno nie ustawię się po żadnej z barykad. Jeżeli ktoś będzie anty-pokemon GO, będę bronił tej gry, bo jest fajna, kolekcjonerska i fajnie jest mieć własny stos wirtualnych pokeballi z którymi biegamy po parkach. Z drugiej strony, jeżeli ktoś gra w Pkmn-GO i bez cienia refleksji będzie mi mówił, że "idea sprzed 15 lat została zrealizowana" to oznacza, że nie pamięta dlaczego pokemony były hitem oraz nie pamięta skąd Ash miał w historii Charmandera, Bulbasaura czy jak główny bohater walczył o życie swojego Pikachu. Może ta bajka już nie jest tak samo strawna jak przed kilkunastoma laty - ale idee i morały lecące z tej bajki (przyjaźń i lojalność) na pewno niewiele mają wspólnego z grą, o której mówi się dziś na całym świecie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz