- Gdzie ta Twoja skrzypaczka?
Hę? - zapytałem nieprzytomnym głosem.
- Noo, to dziewczę, które grało koncerty w środku nocy dla Ciebie?
Grała chyba bardziej dla siebie niż dla mnie, zgubiła się.
- Zgubiłeś ją?
Nie! No co Ty? Przecież nie jestem tym typem, który gubi dziewuchy pomiędzy zachodem a wschodem słońca. Sama chciała się zgubić - utopić we własnym smutku nieszczęśliwej miłości. Może właśnie stąd się wzięła ta gra na skrzypcach, koniec końców, to chyba najsmutniejszy instrument muzyczny. Nigdy wcześniej nie widziałem tak smutnej duszy.
To jest ten typ Dziewczynki która, słuchając Doris Day przegryza wargi do krwi. Jak sama śpiewa wraz z Końcem Świata Serce Jej Popękało, przeglądając się w czarnym lustrze marzy aby on się do niej odezwał chociaż wie, że to nierealne - okłamuje sama siebie - a kolejny łyk wina popija niepowstrzymanymi łzami. Przestała już wierzyć w rzeczywistość - gotowa spalić za sobą wszystkie mosty aby osiągnąć swoje szczęście, które tli się niczym światełko w środku ciemności. Ma też ciemno niebieskie oczy. Bardzo ciemny odcień. Jakby człowiek się zawiesił w głębi oceanu, gdzie ledwie dochodzi światło. Nigdy w życiu nie widziałem takiego koloru. Ale nawet jej rumieniące się policzki mnie nie zmyliły - to jest też kolor jej duszy. I gdy ją zobaczyłem to wiedziałem, że jest tam ciemno.
Może ostatnią deską ratunku jest dla niej Wyspa Pianosa? A może ulana butelka nikotyny? Wiemy jak samotność nocą boli najbardziej, więc tak wiruje ciepło - od którego sam przecież uzależniłem się wiele lat temu - niby atrapa tego ciepła, ale to było strasznie urocze i... przecież aksamitna skóra po pod moimi palcami była rzeczywista. Taka Dziewczynka w opałach, której ze swojej rycerskiej natury, chciałbym pomóc. Sprawić aby po weekendzie chodziła wyprostowana z głową ku górze, zamiast wpatrywać się smutno w ziemię. Pomóc postawić tę kropkę, aby otworzyła nowy rozdział. Aby poczuła chęć i motywację do działania, i zatraciła się w ich realizacji zapominając o przeszłości.
Nie wydaje mi się aby na pierwszy rzut oka widać było jakieś efekty. Wykorzystałem hipoterapię, i sama określiła ten dzień jako "pierwszy dzień wakacji". Twoja metoda jest bardzo skuteczna i przyjemna w trakcie realizacji. Jeden siwek mnie nawet polubił - chyba.
Oczywiście, że taka Dziewczynka ma doświadczenie w ukrywaniu smutku pod maską, ale wiem, że ten uśmiech był prawdziwy. Takie psychiczne wakacje.
Czy zrobiłem dobrze pozwalając jej jeszcze te kilka dni dłużej uciekać od rzeczywistości? Wydaje mi się, że w jej przypadku to i tak było nieuniknione - w ten czy inny sposób. Spacerowaliśmy razem po Zielonym Lesie z moim psem i czasem, gdy nie śpiewała, starałem się powiedzieć coś mądrego - w taki sposób aby coś przekazać, jakąś wartość która chociaż delikatnie rozświetli dno oceanu? Może będzie przez to miała bardziej miękkie zderzenie z rzeczywistością, która jest przecież nieunikniona. Może sama coś przemyśli na temat tego weekendu? Nie wiemy ostatecznie co nam przyniesie czas.
Oby spokój.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz