Mam pewnego znajomego M.K. który bardzo często nawiązuje do tematu podrywania kobiet. Nic w tym dziwnego zajmuje się przecież tym zawodowo - m.in. prowadzi płatne szkolenia z "Utrzymania flow z dziewczyną". Przekuł fascynację w pieniądz - nie jestem pewien czy Mihály dokładnie to miał na myśli kiedy opisywał tą koncepcję.
M.K. kiedy wchodzi do klubu ze swoimi znajomymi jest typem ubranym elegancko-luzacko, który opowie Ci jak ciężko trenuje, gra na gitarze, ile przebiegł, że zna kogoś kto zna kogoś, jakim autem będzie jeździł w przyszłości oraz jak bardzo lubi motywację. Z czystą przyjemnością i radością zmotywuje Cię do działania, ale nie tu i teraz, lecz... w życiu.
Pamiętajcie, w życiu trzeba być zmotywowanym - napisał w swojej książce "Jak zarobić milion baksów i się zmotywować" Pewien-Znany-Ktoś, to moje hasło, dobre nie?
W mieście w którym mieszkam jest pewien klub, którego zasadą jest to aby o nim nie mówić. Swego czasu na bulwarach dostałem propozycję dołączenia, ale odmówiłem, więc zasada ta mnie chyba nie dotyczy. Dlaczego odmówiłem? Bo nie podchodzę do tego tematu w kategoriach sportu.
Nie chcę wnikać czy jest tam jakaś rywalizacja, a jeżeli jest to po własnych obserwacjach - wydaje mi się, że można ją włożyć w kategorię "zdrowej rywalizacji i wzajemnego motywowania się"
Jednak wydaje mi się, że wyliczanie do ilu dziewczyn się zagadało, opisywanie jakich tekstów się użyło by podtrzymać flow i pójście sobie dalej ot tak, aby podejść do innych lasek - jest dla mnie po prostu.... no kurwa, dziwne. Całe clou sprowadza się do poznawania nowych dziewczyn.
W tym celu klub ten zbiera swoją ekipę w centrum handlowym i klucząc w luźnej sforze wybierają sobie do której dziewczyny zagadają. Nie wiem - rzucają kostką albo ciągną sobie za-pałki. Oczywiście cieszę się, że chłopcy się uspołeczniają i tworząc kluby rozwijają "undergroundową" stronę miasta. Tylko nie wiem czy jest to najlepsza droga do osiągnięcia celu jaki sobie zaplanowali.
Dodawania sobie paru centymetrów do kutasa ponieważ zagadało się do laski czy kilku lasek jest lichym challengem.
Jest to oczywiście otwietanie kolejnych "horyzontów", może ta następna będzie tą wybranką. Odpowiem Ci na to - nie będzie, a to dlatego, że ruszysz za kolejnym challengem.
Sprowadzanie relacji damsko-męskich do couchingu i kilku wkutych na blachę formułek wydaje mi się uwłaczające. Zarówno dla intelektualnych ameb, które to łykają (później dosłownie), jak i dla tych chłopców, którzy nie potrafią wysilić się na minimum kreatywności oraz szczerości przed samym sobą. Nie da się poznać Kobiety, ani tego jak ją poderwać - trzeba poznać Jej osobowość. Warto jednak od razu tutaj zaznaczyć, że prawdziwe Kobiety w XXI wieku są już jednak rzadkością. (Przynajmniej w mojej okolicy)
Nie chcę tutaj promować feminizmu, ale traktowanie kobiet jak do kolejnego wyzwania jest w mojej ocenie uprzedmiotowieniem takiego dziewcza (sic!). Oczywiście z mojego męskiego punktu widzenia - nie raz dziewczyny same się nakręcają na taki styl prowadzenia dialogu. I jest to coś więcej niż przemilczenie kontrowersyjnego żarciku. Intryguje mnie to, że same to podtrzymują. Najbardziej jednak irytujące w tym jest to, kiedy takie dziewczę było twarde w gadce, a kiedy przychodzi co do czego to okazuje się, że nie ma zielonego pojęcia o czym wcześniej mówiła. Co ostatecznie prowadzi do tego, że traktowana jest jak zabawkę. (tudzież "kłodę" przyp. aut.)
Nie chcę tutaj też szufladkować, bo znam jedną Komando-Woman, która takiego M.K. wgniotła by w ziemię swoim glanem, przetargała po nim swojego Harleya i oświadczyła, że wystarczy jej tylko jedna pizda, ta którą ma. (tekst autentyk K.W.) To jest ten typ kobiety, która za próbę potraktowania się jak psa Pawłowa ukręca jaja. Więc polecam unikać drobnej dziewczyny w kurtce na motor - to tylko pozory.
Z drugiej strony, A.P. to typ dziewczyny, która aż się prosi aby podejść i wykorzystać na niej wszystkie znane/sztampowe teksty na podryw. Biorąc pod uwagę jej miłość do smacznego posiłku najprościej będzie:
- Idziemy na kotleta?
- Jasne!
Potem już jest tylko z górki: odprowadzasz do domu, sakramentalne zaproszenie na kawę o 1 w nocy i wychodzisz bladym świtem, nim Jej rodzice się obudzą lub chłopak wróci z pracy.
Sam oczywiście nie mam nic do zagadywania do dziewczyn, sam lubię otwierać nowe znajomości i nigdy nie miałem z tym większych problemów. Kobiety mnie fascynują i nigdy tego nie ukrywałem jednak wydaje mi się, że w tym wszystkim najważniejsze jest nie to, że ma dwa jędrne cycki i zgrabną dupę tylko ważniejsza jest sama jej osobowość i iskra w oku, która rozpala świat. A wydaje mi się, że właśnie to umyka chłopakom z owego klubu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz