Jak widać, chyba mam w sobie jakieś takie spaczenie, że jak przestaję być sam i samotnie popijać z butelki procenty - przestaję jednocześnie pisać. Nie do końca wiem skąd się we mnie bierze taka niemoc twórcza. Wiele osób powtarza, że pchanie się w związki i wszelakiego maści miłość - ogłupia. Niby wciąż potrafię poskładać literki i wyrazy, jednak w głowie się kręci jakby człowiek od trzech tygodni pił wino i palił blanty na przemian. W brzuchu motyle rwą się do lotu, co skończyć się może jedynie ekspresową wycieczką (w angielskim stylu) do najbliższego kibla, aby wyrzygać z siebie nadmiar %%%.
Być może to jest kwestia jakiegoś spełnienia. Może z pustymi jądrami pisze się po prostu ciężej? Do pisania zdecydowanie potrzeba jest chwili ciszy, skupienia i pozostania ze swoim łbem "sam na sam". Może i seks nie jest wtedy taki przyjemny, ale dla każdego kto para się pisaniem jest to oczywiste, że trudno się skupić na wyrazach, gdy dookoła jest tyle ciekawych i interesujących rzeczy jak biustonosz pod stolikiem albo goły kształtny tyłek ponętnie paradujący na linii lodówka-łóżko
Niejednokrotnie przeżywałem najlepszy seks w swoim życiu, takie wiecie - TOP JEDEN. Dostałem najlepszego loda w życiu, głaskałem najzgrabniejsze uda po tej stronie Wisły i pieściłem najprzyjemniejszy zestaw cycków - przynajmniej tak mi się wydawało - ale później spotykałem kolejną kobietę, która była najśliczniejsza na świecie, z taką ilością seksapilu, że można było nią zapełnić cały pieprzony rów mariański. Kiedy pozbierałem szczękę z podłogi - podszedłem do niej, zaproponowałem drinka, gadka szmatka. Po kilku wymianiach uśmiechów i głębszym spojrzeniu w oczy złapałem za jej pośladek, Ona nim potrząsnęła zamiast strzelić mi w ryjca. Wszystko musiało się zatem potoczyć po mojej myśli tego wieczoru.
I kiedy już wszystko było konsumowane, myślałem, że da mi ona więcej przyjemności i tego chwilowego szczęścia - i to była prawda. Za każdym razem kiedy byłem spełniony mogłem powiedzieć - to był najlepszy seks w moim życiu - i pomyśleć, że już lepszej laski mieć nie będę. I to jest kłamstwo. Wydaje mi się, że nie jest to kwestia ani kobiety ani wysiłku jaki w włożysz w pieprzenie. Najlepszy seks w moim życiu nie miałem z pierwszą, trzecią ani z siódmą - tylko z ostatnią.
Nie da się spełnić poprzez seks (seksoholicy są tego przykładem). Nie ma znaczenia z iloma kobietami facet się prześpi i jakie fantazje z nimi spełniał - po prostu zawsze się będzie chciało więcej - wydaje mi się, że taka jest natura i tego nie zmienimy. Seks, pieniądze i władza to rzeczy, których człowiek jako istota - po prostu potrzebuje i czuje się z nimi spełniony - sięga po swoje potrzeby i je zaspokaja, zostało to już opisane przez A.Maslowa. Co za tym idzie, człowiek do seksu nie potrzebuje miłości.
Rzecz to jasna i oczywista, że nie neguję miłości połączonej z seksem. Wydaje mi się, że jest to najlepsza mieszanka, jaką może zażyć człowiek w swoim marnym życiu. Ale miłość i seks wcale nie muszą iść ze sobą w parze - szczególnie jeżeli dorzucimy jeszcze alkohol. To mamy wtedy zajebisty trójkącik z dwoma gimbazjalistkami.
Wystarczy, że powiesz iż organizujesz trasę zespołowi, który jest popularny i dadzą dupy po to aby móc później obciągnąć komuś popularniejszemu niż Ty. Jeżeli jednak nie organizujesz trasy jakiejś gwieździe po prostu nie dawaj numeru. Albo powiedz, że oddzwonisz.
Czy z miłością idzie zatem przywiązanie do tej wybranej kobiety? Wydawałoby się, że tak - ale tak na prawdę bycie razem i kochanie się na wzajem to nie tylko przyzwyczajenie się do tej drugiej osoby, lecz również umiejętność po prostu bycia razem - jednak nie powinno się pragnąć drugiej osoby "za coś", lecz "pomimo".
No właśnie - czym jest miłość?
Dumbledore powtarzał, że to najpotężniejsza magia na świecie - lecz nawet ta odpowiedź pozostaje enigmatyczna, a ja na nią z pewnością nie odpowiem. To jest po prostu magia, której w naszym matematyczno-kwadratowo-fizycznym świecie nie pojmiemy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz